Artykuły

Warhammer: The Endtimes - Vermintide

Ubersreik było pięknym miastem. Czasy luksusów i bogactwa należą już jednak do przeszłości. Wszystko utonęło w zalewie olbrzymiej fali szczuropodobnych Skavenów, plugawiących i niszczących wszystko na swojej drodze. Pośród spalonych domostw, zbrukanych uliczek i całego obrazu nędzy i rozpaczy, pozostali przy życiu mieszkańcy radzą sobie jak mogą, a nawet próbują odwrócić zły los i przegnać Skavenów z powrotem do kanałów. W tym celu czteroosobowe drużyny penetrują obszar miasta i przyległości, przedzierając się przez hordy próbują zdobyć zapasy, wytyczyć nowe szlaki transportowe, a przy okazji szukają rozwiązania problemu gryzoni nękających Ubersreik.

Warhammer: The Endtimes - Vermintide to kooperacyjny, sieciowy FPS, stworzony przez studio Fatshark. Gra ukazała się w zeszłym roku na PC-ty, jednak premiera konsolowa miała miejsce dopiero teraz i przy jej okazji rzuciliśmy okiem na zalany szczurami świat. Szwedzi kojarzą się raczej z mało udanym tytułem Escape Dead Island, będącym spin-offem serii stworzonej przez wrocławski Techland i choćby z racji tego, do Vermintide podchodziłem z pewną rezerwą. Faktycznie – na pierwszy rzut oka tytuł ten razi prostotą wykonania, przedpotopową mechaniką i ogólnym poczuciem, że wydawnictwo jest spóźnione o ładnych parę lat. Jednak wraz z upływającym czasem zabawy wszystko to schodzi coraz bardziej na bok, ponieważ gra pokazuje, że oldschooolowe rozwiązania niekoniecznie oznaczają nudę i monotonię. Jeśli początek tej produkcji nas nie pokona (a naprawdę potrafi), to produkcja studia Fatshark zaserwuje niezwykle przyjemne doznania i sporo frajdy. Tylko dzięki temu można przymknąć oko na wiele niedociągnięć. Trzeba jednak mieć na uwadze, że jest to tytuł nękany błędami, które potrafią popsuć najpiękniejsze chwile.

Warhammer: The Endtimes – Vermintide jest od początku dość ciężkostrawnym daniem. Wybieramy bohatera spośród pięciu dostępnych klas i po krótkim wprowadzeniu, tłumaczącym zasady walki, ruszamy do boju.

Każda misja w zasadzie przebiega na podobnych schematach – zabij i nie daj się zabić, a przy okazji zrealizuj jakiś cel. Albo będzie to zbieranie przedmiotów i dostarczenie ich do wskazanego punktu, albo przejście przez planszę z punktu A do punktu B i niszczenie jakichś elementów, tudzież obrona pozycji. Jak łatwo się domyślić, powtarzalność czynności będzie jednym z poważniejszych zarzutów i faktycznie - misje są do siebie podobne i można by rzec, że są swoimi kopiami, toczącymi się tylko w innej scenerii.

Nie należy jednak zapominać, że Vermintide jest grą sieciową i interakcje między graczami budują całą zabawę, co nie pozostaje bez odbicia w rozgrywce. Powodzenie lub porażka są uzależnione od zręczności, strategii i przede wszystkim – współpracy. Umiejętność działania drużynowego jest niezbędna, a koniecznością staje się ciągła weryfikacja tego, na jakich pozycjach znajdują się współtowarzysze, jaki jest ich stan zdrowia, zapasów, a nawet stopnia rozproszenia drużyny.

Jest to dość istotny aspekt gry, ponieważ powalenie wszystkich czterech członków drużyny skutkuje niepowodzeniem misji. Szczuroludzie najczęściej atakują dość zwartymi, pokaźnymi grupami. Drużyna powinna zatem trzymać się razem, osłaniać, współpracować i wspierać, wykorzystując wszystkie dostępne środki i wyposażenie postaci. Powalonego towarzysza można podnieść, umożliwiając mu powrót do walki, ale mamy na to niewiele czasu. Bohater, który został z tyłu i odłączy się od grupy, jest skazany na przykrą śmierć.

Jak na razie nie napotkałem problemów ze znalezieniem współtowarzyszy do gry, jednak twórcy pomyśleli również o pewnym ersatzu dla samotników. Vermintide umożliwia zabawę z botami, wcielającymi się w brakujących członków drużyny i choć wiadomo, że nie zaoferują tego, co żywy członek drużyny (boty nie reagują tak szybko na zmieniającą się sytuację, a nawet potrafią zachować się głupio), to od biedy można sobie pozwolić na samotną zabawę.

Postaci do wyboru jest pięć i w danej misji klasy nie mogą być reprezentowane przez więcej niż jednego bohatera. Jest to duże ułatwienie w porównaniu np. do Overwatch, gdzie dobór klas do rozgrywki jest niezmiernie istotny. Tutaj ten problem znika, w danej rozgrywce będą brać udział zawsze cztery z pięciu dostępnych klas: krasnoludzki wojownik, żołnierz, łuczniczka, mag i inkwizytor.

Różnice pomiędzy nimi bywają znaczne, choć nie znaczące. Ten drobny niuans dotyczy głównie wyglądu i wyposażenia, z którego mogą korzystać poszczególne klasy. Sprzęt zdobywany jest po wykonanych misjach za pomocą rzutu kośćmi (szczęściu można nieco pomagać za pomocą innych błyskotek, zbieranych w podobny sposób, oraz dodatkowych kości znajdujących się na planszach). Poza tym w zasadzie większych różnic pomiędzy postaciami nie stwierdzono.

Każda z klas dysponuje bronią do walki w zwarciu oraz dystansową, do której należy mieć na wyposażeniu amunicję. Oręż jest przystosowany dla konkretnej klasy, także mieczem czarnoksiężnika nie pomacha sobie żołnierz, a pukawkami inkwizytora nie postrzela łuczniczka. Wyposażenie można ulepszać w kuźni, znajdującej się w karczmie, pełniącej funkcję „poczekalni” między poziomami. Ulepszenia polegają na wydawaniu waluty, aby odblokować dodatkowe statystyki, oraz na łączeniu ze sobą kilku przedmiotów, w celu uzyskania jednego, acz potężniejszego wariantu uzbrojenia.

Ten zalążkowy crafting jest bardzo miłym urozmaiceniem, ponieważ nie zabiera dużo czasu i nie wymaga jakichś specjalnych kalkulacji, planowania, chomikowania czy zbierania konkretnych elementów. Nie odwraca zatem uwagi od sedna całości, czyli walki.

Poza uzbrojeniem, na wyposażenie składać się będą również dodatkowe przedmioty – apteczki i napoje lecznicze, eliksiry podnoszące statystyki (szybkości i siły) oraz granaty zapalające i odłamkowe. Wszystkie te precjoza rozsiane są po poziomach i korzystanie z nich jest niezbędne do pomyślnego ukończenia misji. Również w tym aspekcie należy pamiętać, że rozgrywki są drużynowe, więc trzeba mieć na uwadze naszych kompanów. Inni gracze również mogą potrzebować zapasów, co może mieć wpływ na wynik starcia. Sprawa szczególnie dotyczy amunicji, która dopełnia zestaw przedmiotów czekających na odnalezienie na mapach. Zapasy są ograniczone i bywają nieźle poukrywane, więc każda odnaleziona skrzynia potrafi być na wagę złota.

Warto jeszcze wspomnieć o samych Skavenach, z którymi przyjdzie się mierzyć podczas rozgrywki. Gryzonie niestety nie grzeszą inteligencją, potrafią się zaczepić o wystające tekstury, a nawet zmienić zdanie co do wcześniej obranego celu. Ich główną strategią jest zbijanie się w grupy i ruszanie na graczy. Mniejsze oddziały są raczej łatwe do położenia, ale większa grupa stanowi śmiertelnie zagrożenie, szczególnie jeśli w stadzie znajdą się lepsze jednostki. Choć Vermintide nie grzeszy obfitością rodzajów przeciwników, nie można w zasadzie narzekać i hordy szczurów urozmaicane są jednostkami specjalnymi. Mamy zatem miotających trującym gazem Globardierów, opancerzonych StormVerminów, atakujących znienacka Gutter Runnerów, plujących z karabinów maszynowych Ratlingów, potrafiących porwać i powiesić bohatera Packmasterów oraz najpotężniejsze jednostki, których powalenie wymaga zaangażowania całej drużyny – Szczurogry. Całość tworzy wesołą szczurzą rodzinkę, która nawet na niższych poziomach trudności potrafi napsuć sporo krwi, a wręcz roznieść drużynę w pył.

Gra nie wybacza błędów, choć na pewno nie jest tak bezlitosna, jak choćby seria spod znaku Dark Souls. Kiedy moi towarzysze zajęci byli trzebieniem szczurzego patrolu, odnalazłem dobrze zapowiadający się tunel, który powinien zaprowadzić mnie na tyły dużej grupy przeciwników, dzięki czemu zapewniłbym wsparcie drużynie. Z olbrzymim zdziwieniem wpadłem na trzy czekające w odwodzie Stormverminy, które w mniej niż minutę wytarły mną posadzkę. Wtedy na pomoc ruszyła drużyna, która wpadając na te same pancerne szczurzyska, szybko padła niedaleko mnie. Popełniłem błąd, odłączając się od grupy, przez co sprowadziłem na nią zagładę. Ponownie pokazuje to, jak istotna jest współpraca.

Gra posiada wiele zalet, ale niestety nie obyło się bez wpadek. Zabawę potrafią popsuć bugi – program potrafi się scrashować czy zerwać połączenie sieciowe. Vermintide trapią również błędy podczas rozgrywki. Pamiętam irytację, gdy pod koniec pewnej misji jeden z członków drużyny padł pod naporem przeciwników. Dość szybko dotarliśmy do niego, niestety nie mogliśmy mu pomóc, ponieważ postać schowała się pod kamień i nakrywająca ją tekstura uniemożliwiała jakąkolwiek akcję. Do tego trzeba jeszcze dodać mało atrakcyjną oprawę audio-wizualną. Choć do samego voice actingu czy muzyki ciężko się przyczepić, nie można też za ten element Vermintide specjalnie pochwalić. Grafika również stoi na średnim poziomie, obiekty i modele nie grzeszą szczegółowością, a i te potrafią się wykrzaczyć – np. unosić się kilkanaście centymetrów nad ziemią. Do tego idzie zaobserwować dość dziwaczne zjawiska dotyczące wersji polskiej. Czcionka z napisami dialogowymi jest tak skandalicznie mała, że wręcz nieczytelna, a w przypadku większych elementów (np. tablic obwieszczających zwycięstwo lub porażkę) nie zadbano o to, aby obsługiwała polskie znaki, które straszą nowoczesną prostotą pośród gotyckich zawijasów.

Vermintide jest naprawdę ciekawą propozycją, należy jednak przebrnąć przez dość chaotyczny i nieco jednostajny początek i pogodzić się z kilkoma niedociągnięciami i błędami, które zapewne zostaną usunięte z kolejnymi łatkami. To gra, która nie jest przeznaczona dla samotnych kozaków, roznoszących w pył legiony przeciwników. Jest produkcją o stosunkowo niskim progu wejścia, ale oferującą duże wyzwanie w dalszych etapach i na wyższych poziomach trudności. Warhammer: The Endtimes – Vermintide jest grą kooperacyjną w pełnym tego słowa znaczeniu. Produkcja studia Fatshark nie sili się na nic innego niż na bycie sieciową, prostą zręcznościówką. Ciężko odnieść wrażenie, że któryś z elementów gry jest upchnięty na siłę, czy dodany, „bo to się lepiej sprzeda”, co bardzo doceniam.  Jest różą, która ma sporo kolców, ale posiada swój własny, nieco oldschoolowy urok.

Graliśmy na Xbox One
Grę do recenzji udostępnił producent
Fot: Materiały prasowe


Werdykt
fajny klimat - oprawa graficzna i dźwiękowa       
oldschoolowe podejście - błędy
+ emocjonująca i wciągający coop - monotonia

Podobne artykuły

Maize - recenzja (PC)

Maize - recenzja (PC)

Maize to gra przygodowa stworzona i wydana na PC przez studio Finish Line Games. Sam tytuł (kukur...

czytaj więcej
Battlefield 1 - recenzja (PC)

Battlefield 1 - recenzja (PC)

Battlefield 1 - kupić, czy nie kupić? Nie wiem jak Wy, ale przez bardzo długi okres czasu zast...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany