Artykuły

Recenzja - Thea: The Awakening

Być może nie wiele to mówi o głównym wątku fabularnym gry, ale jej twórcy zadali sobie ciut więcej trudu niż wymyślenie kolejnego księcia ciemności, który z hordą demonów najechał sielski świat ludzi, elfów i krasnoludów. Dlatego też pozwolę sobie nie zdradzać więcej szczegółów w tym zakresie. Każdy, komu zależy na tej wiedzy, bez trudu ją znajdzie w sieci, ale osobiście polecam ją odkrywać tak jak ja. Po kawałku.

W grze wcielamy się w jedno z kilku podupadłych bóstw słowiańskich, zarządzamy rozwojem wioski, wysyłamy ekspedycje, walczymy, wykonujemy najróżniejsze zadania poboczne i zmagamy się z wypadkami losowymi. Elementy te oparte są na trzech odmiennych mechanikach. Rozwój wioski i eksploracja świata mocno przypomina tę z piątej części serii Civilization. W wiosce zbieramy zasoby, wykuwamy oręż, budujemy kolejne struktury usprawniające jej funkcjonowanie. 

Wysłane przez nas ekspedycje poruszają się w turach po heksach na dość ładnie stworzonej mapie. Ciekawym elementem jest konieczność dbania by wojowie mieli co jeść w drodze oraz by od czasu do czasu mogli wylizać rany w cieniu przydrożnej wierzby. Dobrze więc by oprócz miecza i tarczy mieli ze sobą koszyk na jagody, w przeciwnym razie będą musieli zabrać z wioski całkiem spory zapas prowiantu. Ekspedycje w Thea: The Awakening mogą też zbierać surowce, które nie są dostępne w wiosce.

Spotkania losowe, oraz zadania są klasycznie RPG-owe. Na ekranie pojawia się bardzo przyjemna ilustracja miejsca zdarzenia lub napotkanej istoty oraz opcje dialogowe. Można traktować to jako wybieg, dzięki któremu nie potrzeba było milionowego budżetu na grafikę i animacje. Można, ale ma to też swój RPG-owo książkowy czar. Ilustracja sugeruje nam jak wygląda napotkany stwór, a reszta wizualizacji rozgrywa się już w naszej wyobraźni (póki co mój komputer nie wyciąga takich detali, jak wyobraźnia).

Z kolei ostateczne rozstrzygnięcie spotkania zwykle odbywa się w grze karcianej. To według mnie najsłabsze ogniwo. O ile w przypadku walki takie rozwiązanie przypadło mi do gustu i wniosło powiew świeżości  to określanie w ten sposób czy złapałem choróbsko od stworka złapanego w sidła lub czy przekonałem kogoś w rozmowie do swoich racji, jest co najmniej dziwne. Ki czort!? Moim zdaniem można to było zwyczajnie oprzeć na rzutach obronnych i statystykach drużyny.

Samych walk w Thea: The Awakening też jest zdecydowanie zbyt wiele. Pająki! Dzikie pająki są wszędzie! Potrafią raz za razem atakować naszą wioskę i ekspedycje. Trzeba być naprawdę zagorzałym fanem karcianek by z każdej takiej potyczki czerpać frajdę. Co więcej sama karciana potyczka jest wyjątkowo nieintuicyjna i zbędnie pokomplikowana. Na szczęście możemy pozwolić AI na przeprowadzenie nas przez pole bitwy. Ryzykujemy wtedy rany, których można było z łatwością uniknąć, ale i tak korzystałem z tej opcji namiętnie.

Thea: The Awakening w pierwszym kontakcie razi skomplikowaniem. Posiada samouczek, ale nieciekawy. Rzuca nas na głęboką wodę i mimo, że czytałem wszystkie porady „Pana Spinacza”, który tutaj przyjmuje postać urokliwego brzydala Teodora, nie byłem w stanie ich spamiętać. Można do nich co prawda wracać, ale jest to zwyczajnie nurzące. Od strony oprawy graficznej prezentuje się nieźle, jednak tutaj również faza karciana wypada najsłabiej. Mocno odstaje jakością i stylem, sprawia wrażenie niedopracowanej. Interfejs z kolei jest niezamącony zbędnymi zdobieniami, ale pozostawia sporo do życzenia w kwestii intuicyjności.

Przyjemności z rozgrywki nie będą nam z pewnością psuć bugi, których nie napotkałem, ani niepotrzebnie wygórowane wymagania. Na Thea: The Awakening nie trzeba też wydawać jednej dziesiątej średniej krajowej.

Udźwiękowienie jest przyjemne, muzyka klimatyczna, choć mogła by być bardziej różnorodna. Dubbing stoi na naprawdę wysokim poziomie, ale ubolewam nad faktem, że jest nagrany jedynie po angielsku. W grze osadzonej w słowiańskiej mitologii, naprawdę brakuje rodzimych głosów.

  

Po powyższym narzekaniu można by stwierdzić, że gra studia MuHa Games mi się nie podobała, ale stwierdzenie to będzie odległe od prawdy. Thea: The Awakening bowiem ma też drugie dno. Wciąga. Musiałem ją rozpoczynać kilka razy zanim połapałem się o co chodzi, ale gdy już przez to wszystko przebrnąłem dopadł mnie syndrom jeszcze jednej tury.

Napotkane postaci nie proszą nas o wybicie szczurów w piwnicy i chce się czytać to co mają do powiedzenia. Główna historia zaciekawia co raz bardziej wraz z kolejnymi znajdowanymi wskazówkami. Zadania poboczne nie są pozbawione nawiązań do znanych legend, niekoniecznie słowiańskich, choćby króla Artura. Przypadkowo napotkani wędrowcy, duży czarny kogut w wiosce czy widywany w okolicy duch wisielca - za każdym takim zdarzeniem kryje się mała opowiastka lub zadanie. Koguta pogonić, czy wpuścić do spichlerza, by sobie poucztował? Napotkane trupki wybić do nogi na hurrra!, czy lepiej najpierw zwabić w pułapkę, a do nogi wybić to co zostanie? Z ruin zabrać to co błyszczy i zrejterować, czy przeszukać dokładniej? Thea: The Awakening prawie zawsze daje jakiś wybór. Cokolwiek by się nie działo, gra pozwala nam trzymać ster. Pozwala, ale nie zmusza.

Na pewno nie jest to gra dla każdego, ale warto poświęcić jej dwa, trzy popołudnia by zobaczyć jak wiele ciekawych rzeczy kryje pod twardą łupiną. Ja swojej przygody z nią z pewnością nie zakończę na napisaniu tej recenzji.

Grę do recenzji udostępnił wydawca

Graliśmy na PC

Fot: Materiały prasowe i redakcja


+ wciągająca fabuła

+ gra przysparza "syndromu kolejnej tury"

+ przyjemne 'malowane' grafiki

+ klimat klasycznego RPG

- nieintuicyjny samouczek

- zbyt wiele potyczek

- zbyt wiele rzeczy rozstrzyga się kartami 

Podobne artykuły

Słowianie w grach wideo

Słowianie w grach wideo

Wiedźmin studia CD Projekt Red święci sukcesy na całym świecie. Obsypana nagrodami...

czytaj więcej
Recenzja - 4 Seasons - Logic of Nature

Recenzja - 4 Seasons - Logic of Nature

Pomimo tego, że gry mobilne oferują tytuły w coraz większej liczbie i przeznaczone są dla coraz s...

czytaj więcej
Recenzja - Dark Souls III

Recenzja - Dark Souls III

Trzecia część serii Dark Souls ujrzała światło dzienne. Tytuły należące do serii uważane za ...

czytaj więcej
Recenzja - Layers of Fear

Recenzja - Layers of Fear

Po niesamowitym sukcesie P.T. tworu wydanego z połączonych sił Hideo Kojimy i Guillermo del Toro ...

czytaj więcej

komentarzy (1)

Pogo3D

2 maja 2016 | 10:36

Zaintrygowała mnie ta gierka. jeszcze ta Słowiańszczyzna....

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany