Artykuły

The Final Station - Recenzja

Jeżeli już znudziliście się pixel artem, indykami i produkcjami o dość prostej mechanice rozgrywki to The Final Station może okazać się tytułem, który na jakiś czas spowoduje, że ponownie zwrócicie się w tym kierunku. Pomimo tego, że produkcja wydana przez Tiny Build Games jest nieco trudna w kochaniu i nie zawsze odwzajemnia uczucia, to na pewno warto jej się przyjrzeć, gdyż ma swoje chwile. Chciałoby się, żeby było ich więcej niż, to co ostatecznie zaprezentowano.
The Final Station jest produkcją, którą zapamiętam na długo, choć zapewne z nieco innych względów, niż życzyliby sobie twórcy. Gra studia Do My Best Games jest jedną z nielicznych produkcji, którą chciałem po 15 minutach zabawy odinstalować, wyrzucić i zapomnieć. Początek jest bowiem tak rozwleczony i po prostu - nudny, że można sobie wypłakać oczy. Na szczęście pół godziny później cieszyłem się w duchu, że gra została na dysku. Gdybym nie wytrzymał potwornie wolnego i przynudzającego początku nie trafiłbym w środek fascynującego i frapującego świata. Żałuję jednak, że później gra wraca na nudne tory.
W The Final Station wcielamy się w rolę maszynisty, który podróżuje od stacji do stacji i wykonuje różne czynności. Odbiera pasażerów, przewozi towary, zbiera przedmioty i odkrywa coraz to nowe fakty na temat otaczającej go rzeczywistości. Rzeczywistość to bowiem nieprzyjemna. Minęło sporo czasu od ostatniej wizyty kosmitów, po której ludzie zaczęli zamieniać się całkiem nieprzyjemne monstra. Wojsko się przemieszcza, politycy uspakajają ludność w mediach (co oczywiście ma odwrotny skutek), a inni maszyniści przez radio przekazują coraz dziwniejsze informacje, a jeszcze częsciej nie odpowiadają na wezwania.

The-Final-Station-Gameshrine
Szukasz drużyny bądź planujesz nabór? Sprawdź wyszukiwarkę drużyn.


Ta niewiedza i nieznajomość faktów o settingu na początku nieco odrzuca, ale na szczęście zabieg ten wraz z upływem czasu zaczyna nabierać rumieńców. Bieganie po stacjach i czytanie notatek i gazet, czy rozmowy z NPC odkrywają coraz więcej i coraz bardziej wciągają. Niestety ma to swoje drugie oblicze. Twórcy chcieli zachować maksimum tajemniczości i chyba nieco się zagalopowali. Chcąc poznać np. obsługę urządzeń na pokładzie pociągu trzeba po prostu klikać po klawiszach, bo nie przewidziano nawet najprostszego samouczka. Można zrozumieć chęć rozpostarcia aury niewiedzy również na ten aspekt, ale takie rozwiązanie niestety ma swoje konsekwencje (o tym później).
Zatem nasz dzielny maszynista porusza się od stacji do stacji za pomocą swojego składu. Po dotarciu do kolejnego postoju pociąg zostaje uwięziony za pomocą maszyny blokującej. Aby go uwolnić należy odnaleźć znajdujący się gdzieś na stacji czterocyfrowy kod. Na pierwszych poziomach odnalezienie go jest raczej proste. Na dalszych poziom trudności rośnie, ponieważ pojawiają się wspomniane wcześniej potworne kreatury, którym nie zależy na szczęściu i zdrowiu naszego bohatera. Poziomy stają się również bardziej skomplikowane, choć stwierdzenie to może być nieco nad wyraz. I tak polegają głównie na przejściu z lewej strony mapy do prawej i powrót do punktu wyjścia (najczęściej nieodkrytymi podczas podróży w prawo kanałami).
Podczas przemierzania stacji natykamy się na różnego rodzaju przedmioty, które albo rzucą nieco światła na temat wydarzeń w grze, albo ułatwią dalszą podróż. Może to być apteczka, pociski do broni palnej lub komponenty do wytworzenia tychże na pokładzie naszego składu. Na stacjach zbieramy również (a w zasadzie odbijamy) pasażerów, których przewozimy na kolejne perony. Pasażerowie są doskonałym źródłem wiedzy na temat tego co dzieje się w świecie i przekazują dość cenne wskazówki, które odkrywają i budują fabułę. Jeśli pasażer przejedzie do wybranego punktu bezpiecznie dodatkowo obdaruje nas przedmiotami, gotówką i jeszcze większą ilością informacji. 
Aby podróżny bezpiecznie dojechał do stacji, już na pokładzie naszego pociągu trzeba o niego zadbać. Uleczyć, jeśli jest ranny, nakarmić jeśli jest głodny, zatroszczyć się, by przedział był odpowiednio oświetlony itp. Jeśli jesteśmy wyposażeni w apteczki i racje żywieniowe to pół biedy- możemy się z podróżnymi podzielić. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli nie będziemy mieć powyższych przedmiotów, gdy już wysiadziemy na stacji pełnej potworów, to ukończenie poziomu może okazać się niezmiernie trudne. W przypadku pasażerów będziemy stawać przed wieloma wyborami. Którego z nich uratować, z którym się podzielić swoim zasobem, i czy dzielić się w ogóle?

The Final Station Gameshrine.pl
Stwórz swoją bibliotekę i buduj z nami bazę gier


Pociąg został wyposażony w kilka maszyn odpowiadających za poprawną jego pracę (np. oświetlenie), oraz udogodnień. W jednym z ustrojstw można produkować pakiety żywności i apteczki. Właśnie przy obsłudze pociągu zabrakło mi chociaż słowa wyjaśnienia czy najzwyklejszej klawiszologii. Zanim trafiłem na odpowiedni przycisk w celu wykonania potrzebnego przedmiotu jeden z pasażerów zdążył wyzionąć ducha, a ja się nawściekać.
Jeśli chodzi o dalsze poznawanie świata The Final Station, to napotkane podczas eksploracji poziomów postaci również poszerzają wiedzę, choć porozumiewanie się z nimi jest nieco zabawne. Po podejściu do ludzika, który chciałby się uzewnętrznić, okazuje się, że komunikacja toczy się wyłącznie w jednym kierunku. Nasza postać nie jest w stanie w żaden sposób zareagować, ani odpowiedzieć, co doprowadza to do dosyć zabawnych sytuacji, np. strażnik, oczekujący od nas przepustki, aby przepuścić nas dalej po kilkukrotnym naciśnięciu przycisku na padzie nagle zmienia zdanie i otwiera drzwi. Komunikacja z NPC w tym wydaniu jest nieco bezsensowna.

The Final Station Gameshrine.pl
 


Należałoby również wspomnieć o potwornościach, na które się natkniemy. Są to czarne, człekopodobne kreatury, które różnią się od siebie szybkością reakcji i drapieżnością. Do ich eliminacji używamy broni palnej oraz znalezionych przedmiotów – pudeł, skrzyń czy krzeseł. Amunicji do broni jest jak na lekarstwo, zatem każdy pocisk liczymy i chowamy na „gorszą chwilę”. Znajdowane przedmioty, którymi miotamy w potwory są jednorazowego użytku. W chwilach, gdy zacznie nam doskwierać brak zapasów możemy również stoczyć walkę wręcz, ale jakiekolwiek szanse w takim starciu mamy tylko z najwolniejszymi przeciwnikami. 
Oprawa graficzna jest całkiem miłym dla oka pixel artem, szczególnie mile łechcącym gałki oczne w przejściach pomiędzy stacjami. Toczący się skład przemierza bardzo fajnie wykonane pikselowe pejzaże. Latarnie morskie, pustynie, pozostawione truchła machin wojennych. Mijane tła są wykonane z pomysłem i polotem. Same poziomy wykonane są już nieco gorzej, choć to wrażenie powstaje może dlatego, że mają po prostu więcej elementów, przez co są bardziej rozpikselowane. Wiele dobrego można powiedzieć również o muzyce, która niestety pojawia się bardzo rzadko. Do uszu płyną bardzo przyjemnie skonstruowane dźwięki, delikatnie podkreślające ponury klimat. Tak jak jednak w przypadku warstwy graficznej – za mało jest dobrego, by uznać to za przeważającą w ocenie zaletę.


The Final Station Gameshrine.pl
Nie masz z kim grać? Poszukaj partnerów w naszych eventach.

 

The Final Station skonstruowano odwrotnie od starych zasad mistrza Hitchcocka i to chyba jest największy zarzut. Początek jest nudny do granic wytrzymałości. Potem robi się coraz ciekawiej, aż do punktu, w którym nuda niespodziewanie wraca do gry. Eksploracja mapy odbywa się jedno kierunkowo, walka dość szybko staje się jednostajna i monotonna, a jedyne co wytwarza chęć dalszego brnięcia w grę to ciekawość zbudowana poprzez niewielkie dawkowanie informacji o fabule i wydarzeniach. Obawiam się, że w wielu przypadkach nie będzie to dawka skutecznie przeciwstawiająca się monotonności poziomów i powtarzalności starć z potworkami. Najbardziej emocjonujące elementy wiążą się z transportem ludzi pomiędzy stacjami. Tutaj decyduje czas, szybkość obsługi urządzeń oraz piecza nad pasażerami, a w sytuacjach krytycznych podejmowanie decyzji, któremu z podróżnych pomóc, albo czy pomocy udzielać w ogóle oszczędzając zasoby. 
Gra studia Do My Best Games broni się przed zarzutami dość miernymi środkami. Fajne widoczki i całkiem przyjemna dla ucha muzyka nie ratują niczego, są bardzo fajnym i ciekawym dodatkiem. Jest ich zbyt niewiele, przy zmienić ocenę całości, a po drugie zaraz przykrywane są nędznym w istocie craftingiem i brakiem informacji o obsłudze machinerii znajdującej się w składzie. 
The Final Station nie zmienia świata gier, jest to kolejny okraszony pixel artem indyk, który ma swoje chwile, ale niestety odznacza się niemal zerowym replayability i na dłuższą metę ciężko znaleźć powód, dla którego należałoby wybrać produkcję studia Do My Best Games spomiędzy innych tytułów indie szturmujących nie tylko Pecety, ale i konsole.

Grę do recenzji dostarczył producent
Graliśmy na Xbox One
Fot: materiały prasowe


Werdykt
+ intrygujaca fabuła                    - brak choćby informacji o obsłudze pociągu        
świetna muzyka - długi i nudny początek
+ ciekawe widoczki - nudno od środka
  - powtarzalne misje
  - monologi

 

Podobne artykuły

Maize - recenzja (PC)

Maize - recenzja (PC)

Maize to gra przygodowa stworzona i wydana na PC przez studio Finish Line Games. Sam tytuł (kukur...

czytaj więcej
Battlefield 1 - recenzja (PC)

Battlefield 1 - recenzja (PC)

Battlefield 1 - kupić, czy nie kupić? Nie wiem jak Wy, ale przez bardzo długi okres czasu zast...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany