Artykuły

Replay #4 - Battlefield Hardline

Seria(l) Battlefield trwa w najlepsze. Nie tak całkiem dawno studio DICE poinformowało o pracach nad piątą odsłoną znanej strzelaniny. Activision ze swoim konkurencyjnym tasiemcem Call of Duty jednak dorzuca nowych tytułów co roku. Rozwiązanie w postaci trzech grup developerskich pozwala na wydawanie kolejnych części w rocznych odstępach. Czy przekazanie pieczy nad marką Battlefield studiu Visceral Games było błędem? Czy może wydanie gry pod sztandarem BF okazało się nietrafione? A może ta gra wcale nie jest taka słaba, jak się o niej mówi?

 

Fabuła Hardline bardzo przypomina starych „Policjantów z Miami” i to nie tylko dlatego, że wydarzenia mają miejsce w rzeczonym mieście. Konstrukcja oparta na serialu kryminalnym, w którym w jednostce pojawia się nowa twarz (to Ty graczu), krystalicznie czysta i brzydząca się korupcją to oczywista klisza, ale im dalej w las, tym robi się ciekawiej. Postaci przestają być takie oczywiste i biało czarne, a wydarzenia potrafią zaskoczyć. „Telewizyjności” BF: Hardline dopełniają misje, które nazywane są odcinkami, a rozpoczęcie i zakończenie każdego z nich opatrzone jest przypomnieniem co wydarzyło się wcześniej i zapowiedzią czego oczekiwać można w kolejnych epizodach.

Ni to shooter, ni skradanka

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to już na dzień dobry czeka nas dość duże zaskoczenie. Przyzwyczajeni bowiem tytułem Battlefield szykujemy się na jatkę i prucie ołowiem w hordy przeciwników. Tymczasem Hardline serwuje zupełnie inne danie, przekształcając się w … skradankę. Choć prostota rozwiązań i szybko wkradająca się szablonowość zaczyna wbijać się w oczy w miarę szybko, to jest to dosyć ciekawe novum w serii. Poziomy w zasadzie można przejść bez oddania choćby jednego strzału, wystarczy w odpowiedni sposób poruszać się po mapie, zaskakiwać wrogów, rozdzielać ich zgrupowania i nie dać się zauważyć. Opis zwiastuje grę podobną Thiefowi, ale na ogólnych podobieństwach się kończy. Hardline jest o wiele prostszy i bardziej sztampowy niż Złodziej ze stajni Square Enix.

Sam bezkrwawy sposób pozbywania się przeciwników jest pomysłowy. Aby położyć bandziora na ziemi trzeba najpierw mignąć mu przed oczyma odznaką i gdy ten się podda należy gagatka skuć. Pojedynczy przeciwnicy są potulni jak baranki, gorzej, gdy przyjdzie nam zmierzyć się z kilkoma bandziorami. W tym przypadku poza machaniem blachą trzeba też wymierzyć w przestępców ze służbowej (tudzież nie) broni. Jeżeli ktoś jednak ma ochotę na powrót do siłowego rozwiązywania sporów to i taka droga jest otwarta, jednak trzeba mieć na uwadze, że nie sprawia to takiej frajdy jak oczyszczenie okolicy bez użycia broni. Bezkrwawe rozprawianie się z wrogami jest wskazane, ponieważ za aresztowanie niektórych zbirów są wyznaczone dodatkowe nagrody.

Łatwe życie policjanta w Miami

Warto sobie utrudniać zabawę, gdyż idąc przed siebie i kładąc wokoło stosy trupów grę możemy przejść w mgnieniu oka – nawet na wyższych poziomach trudności. Przeciwnicy nie sprawiają większych problemów, tym bardziej, że AI odpowiedzialna za wrogów charakteryzuje się poziomem półdebila. Powiedzieć, że zbiry same włażą pod lufę to mało. Zachowanie wrogów bywa irracjonalne i raczy przeczyć zdrowemu rozsądkowi. Liczebność wrogów jest również mniejsza w porównaniu do fal przeciwników znanych z innych odsłon serii Battlefield. Gdy zmienimy podejście w Hardline na skradankowe, to gra nabiera rumieńców. Trzeba trochę pokombinować, przeanalizować trasy przeciwników itp. Choć do poziomu Thief BFH jeszcze daleko, to i tak ten sposób rozgrywki sprawia o wiele więcej radości.

Niski poziom trudności, mała ilość przeciwników, ich głupota oraz rutyna, która wkrada się nieco za szybko i trwa nieco za długo powodują jednak dość nieprzyjemnie wrażenie podczas zabawy. Hardline daje mało czasu na to, aby w nim zasmakować. Sztuczne przedłużanie zabawy w postaci braku możliwości pominięcia cutscenki jedynie drażni. Gra sprawia wrażenie zbyt krótkiej i robionej na szybko. Niektóre poziomy są urozmaicane sekcjami, w których prowadzi się auto. Są to dodatki, których lepiej, aby nie było. Są bez sensu wepchnięte na siłę i do tego źle zrealizowane. Samochody pełne bandziorów potrafią eksplodować po dotknięciu naszego bolidu, łatwo jest też pomylić trasę. Takich irytujących pierdółek jest więcej. Wspominałem już o przeciwnikach, którzy inteligencją nie grzeszą, co również jest przypadłością naszych partnerów. W niektórych miejscach gra przydziela nam wirtualnego towarzysza, który powinien pomagać przy aresztowaniach, osłaniać nam tyłek itp. Nasz partner potrafi to wszystko, częściej jednak lubi siadać za murkami w kompletnie niepotrzebnych miejscach, plątać się bez ładu i składu, a nawet włazić na przeciwników, którzy na domiar wszystkiego raczą traktować ich jak powietrze.

Battlefield: Schizofrenia

Battlefield Hardline to połączenie skradanki ze strzelaniną i jest to jej problem, a zarazem wielka zaleta. Problem, ponieważ tak naprawdę żadnego z gatunków, do których BH aspiruje, gra ze studia Visceral Games nie reprezentuje godnie. Zaleta, ponieważ jest to tak odświeżające podejście do jakby nie patrzeć skostniałej jednak marki, że intryguje od samego początku. Co więcej, skradankowe podejście do zabawy sprawia sporo przyjemności. Ta mała schizofrenia na dłuższą metę nie wychodzi grze na dobre. Wszyscy są przyzwyczajeni do czegoś innego w serii Battlefield. Pytanie, czy gdyby Hardline nie było podtytułem serii Battlefield automatycznie zmieniłoby postrzeganie tego tytułu? Wydaje się, że tak, ponieważ mimowolnie i podświadomie podczas gry gdzieś uruchamiają się reakcje związane ze strzelaniną. Reakcje nafaszerowane dynamiką i kilogramami ołowiu fruwającego w powietrzu.

Grę udało mi się wyrwać za niecałe 80 zeta w promocji w jednym z supermarketów. Jest to dobra cena za grę krótką, łatwą i schizofreniczną, ale też w pewien sposób nowatorska, intrygująca i ciekawa. Dodatkowo warto też wspomnieć o genialnie dobranej ścieżce dźwiękowej. Już dawno nie spotkałem gry, w której zatrzymywałem się na dłużej w menu aby posłuchać przygrywającej muzyce, a podczas rozgrywki można posłuchać więcej dobrych kawałków. Wydanej kasy nie żałuję.

Graliśmy na Xbox One


+Genialna muzyka

+Odświeżające podejście do marki

+Ciekawa fabuła

+Satysfakcja po wszystkich aresztowaniach

 

-Zbyt łatwa

-Debilni wrogowie

-Tak samo debilni partnerzy

-Niepotrzebne sekcje samochodowe

-Toporność i szablonowość

 

 

Podobne artykuły

Replay #1 - Titanfall

Replay #1 - Titanfall

Titanfall, będący jednym z pierwszych tytułów startowych na Xbox One z czasem rozlał się r...

czytaj więcej
Replay #2 - Dying Light

Replay #2 - Dying Light

Witajcie w kolejnej odsłonie naszego cyklu Replay, w którym ogrywamy tytuły mające swoje p...

czytaj więcej
Replay #3 - The Vanishing of Ethan Carter

Replay #3 - The Vanishing of Ethan Carter

Kiedy Paul Prospero – detektyw parający się sprawami o podłożu ponadnaturalnym otrzymuje al...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany