Artykuły

Recenzja - The Technomancer

The Technomancer - Recenzja

Mars do najprzyjemniejszych miejsc nie należy. Nie dość, że komunikacja z mateczką Ziemią została zerwana, to jeszcze wstrętne promieniowanie powoduje różne nieprzyjemne mutacje – zarówno wśród ludzi, jak i zwierząt. Do tego wypalające na wiór słońce sprawia, że życiodajna woda staje się najbardziej chodliwym i wartościowym towarem, na którym łapę trzymają chciwe korporacje. Oczywistą oczywistością jest zatem rosnący konflikt pomiędzy bogatymi i biednymi.

Pośrodku tego wszystkiego znajdują się Technomanci – żyjąca nieco na uboczu grupa uzdolnionych magicznie wojowników, którzy szkolą się w sztuce walki i wykorzystują swoje umiejętności na różnych frontach.

Jeżeli komuś po przeczytaniu powyższego pojawił się przed oczyma Wiedźmin Geralt to wierzcie mi, nie będzie to ostatni raz. The Technomancer zresztą czerpie garściami również z kilku innych tytułów.

Produkcja studia Spiders (autorów choćby Mars: War Logs i Of Orcs and Man) jest typowym przedstawicielem gatunku Action-RPG i w zasadzie jako taka sprawuje się całkiem nieźle.

Fabuła jest wciągająca i zadania, które musimy wykonać, by ją popchnąć do przodu przeplatane są naturalnie z pobocznymi. Choć te bywają nierówne, bo standardy typu „wybij wszystkie szczury w piwnicy” mieszają się z naprawdę niezłymi i zaskakującymi momentami. Mimo wszystko jednak historia tocząca się na Czerwonej Planecie jest na tyle wciągająca, że z łatwością można w niej utonąć.

Przeczytaj naszą recenzję Space Run Galaxy

Tworzenie postaci oparte jest na kilku współczynnikach, które determinują sposób rozgrywki. Można zainwestować w umiejętności pozwalające na przekonanie rozmówców do swoich racji, czy toczyć dyskusje na skomplikowane naukowe tematy. Można zainwestować w umiejętności złodziejskie i sprawić, że wszystkie zamki staną przed nami otworem. Można również stworzyć potężnego wojownika lub podbijać umiejętności magiczne, lub też wyspecjalizować się w tworzeniu przedmiotów. Autorzy pozostawili dość dużą ilość możliwości rozwoju bohatera utrzymując oldschoolowy schemat. Współczynników określających naszego herosa jest bowiem cztery (Moc, Zręczność, Siła, Wytrzymałość). Do tego dochodzą talenty, które odpowiadają za wspomniane już podniesienie szans na przekonanie rozmówcy do swoich racji, tudzież umiejętności złodziejskie, wytwarzanie oraz zdobywanie przedmiotów. Rozwijać można również umiejętności związane z rzemiosłem wojennym i jest na to osobne drzewko, które pozwala na ulepszenie siły zadawanych ciosów i dodaje kilka nowych sztuczek. W łatwy i przyjemny sposób można skonstruować sobie bohatera na miarę swoich czasów.

Już podczas rozgrywki przed oczyma pojawiają się kolejne znane tytuły. Sekcje dialogowe na ten przykład przypomniały mi Mass Effect. Co prawda dialogi z NPC jakościowo są dalekie od tego, co stworzyło studio Bioware, ale jakoś to podobieństwo nie było w żaden sposób odpychające.

Wspomnienie Wiedźmina wraca jednak w momencie, gdy stajemy do walki. W trakcie potyczek możemy bowiem używać magii, co ewidentnie wzorowane jest na wiedźmińskich znakach. Osoby znające przygody Wieśka błyskawicznie odnajdą się w Technomancerze. Na szczęście pojedynki nie są zwykłą kopią tego co poznaliśmy w produkcji studia CDP Red. W przypadku rozwiązań siłowych studiu Spiders udało się zaaplikować całkiem ciekawą nowinkę.

Nasz Technomanta bowiem może specjalizować się w trzech trybach walki. Walka magiem polega na wywijaniu kosturem i skupia się na zadawaniu obrażeń obszarowych. Tryb złodziejaszka wprawia w ruch sztylety i umożliwia strzelanie pukawką. Wojownik natomiast dostaje do rąk tarczę i broń obuchową przydatną na nieco grubszego zwierza. Każdy z tych trybów możemy używać w trakcie pojedynków i dynamicznie go zmieniać za pomocą łatwej kombinacji przycisków.

Sama walka jest niesamowicie płynna i bazuje na seriach kombosów oraz unikach i używaniu magii. Pomimo tego, że z początku satysfakcjonująca, to można mieć w tym przypadku kilka uwag. Jakkolwiek rozwiązanie w postaci szybkiej zmiany trybu walki jest naprawdę ciekawe i fajne, to jednak pojedynki potrafią w pewnym momencie stać się dość monotonne.  Powtarzanie w większości przypadków tych samych sekwencji ruchów, pomimo że przyjemne i satysfakcjonujące, niestety musi się z czasem opatrzeć.

Sprzęt, którego używa nasz Technomanta można ulepszać za pomocą specjalnych stołów (Dead Space?). Aby stworzyć najbardziej śmiercionośne zabawki i najmocniejsze pancerze należy również mieć odpowiednio rozwiniętą w kierunku robótek ręcznych postać. Upgrade’y ekwipunku są dość standardowe. Broń można ulepszać pod kątem zwiększonych obrażeń, większej szansy na trafienia krytyczne itp., a opancerzenie wzmacniamy zaś o współczynniki chroniące przed specyficznymi atakami bądź ogólnie wzmacniające parametry obronne.

Kolejną sprawą są przeciwnicy, którzy na początku sprawiają dość spore kłopoty. Z czasem jednak stają się dość łatwi do wymanewrowania. Szybko można się połapać jaki jest modus operandi drani. Gdy sprawy zaczną się komplikować wystarczy wycofać się z obszaru walki, by poraniona zgraja wróciła na swoje miejsce i po doładowaniu sił można dalej ich wykrwawiać.

W pewnym momencie pojawiają się również nasi pomocnicy dzięki czemu marsjańskie krajobrazy możemy przemierzać w trzyosobowej drużynie. Trochę szkoda, że zawodnicy z naszej drużyny zachowują się jak kołki, czasami gubiąc się nieco z tyłu, innym razem atakując bez ładu i składu. Brakuje choćby szczątkowego zarządzania naszymi kompanami, dzięki czemu można byłoby wprowadzić nieco ożywienia w zlewające się ze sobą potyczki. W Mass Effect jednak rozwiązano to lepiej.

Osobiście przeszkadzała mi również mapa, w której zabrakło możliwości stawiania własnych znaczników. Przy przyjęciu na siebie kilku zadań na początku kluczyłem nieco po uliczkach marsjańskich siedzib, zanim opanowałem nawigację, a przy dużej ilości markerów zadań naprawdę upierdliwe robiło się szukanie tego, który dotyczył misji leżącej w obszarze naszych aktualnych zainteresowań. Przy naprawdę sporym obszarze do zwiedzania (trzy miasta, pustkowia, ośrodki badawcze), które są usiane NPCami i questami trochę to psuje zabawę.

The Technomancer może i przemyca kilka topornych rozwiązań, ale na dłuższą metę można się z nimi pogodzić i nawet zaakceptować.  W marsjańskim klimacie łatwo bowiem utonąć. Świetna fabuła i ciekawe questy są bowiem czubkiem góry lodowej, która oczekuje w grze studia Spiders. Moralne wybory będą pojawiały się dość często i to na niespotykanym do tej pory poziomie. Wyobraźcie sobie bowiem, że po zakończonej walce możemy zadecydować, czy za cenę kilku dodatkowych groszy chcemy przeciwnika zabić, czy wystarczy nam to, co przenosił w swojej sakiewce. Naturalnie tego typu decyzje nie będą pozostawały bez echa – wszystkie frakcje biorące udział w fabule pilnie obserwują naszą karmę.

The Technomancer jest grą trochę trudną do oceny, ponieważ mimo wszystkich zalet ma wiele niedociągnięć, które niestety umiejscawiają go na półce pośród innych średniaków. Jednak wszystkie jego wady, jakkolwiek widoczne, nie są w stanie przesłonić tychże zalet. Produkcja studia Spiders to kawał porządnego RPG, zapewniającego kilkadziesiąt godzin zabawy w wątku głównym. The Technomancer jest solidną produkcją ale nie należy do gatunku powodującego bezsenności ani syndromu „jeszcze 5 minut mamo”. Jest porządnym, rzemieślniczym tytułem, któremu do pełni świetności zabrakło kilku pociągnięć pędzlem artysty. Graficznie i muzycznie tytuł Spiders nie odkrywa Ameryki ale nie można też mu wiele zarzucić. Pod tym względem po prostu nie zapada w pamięć.

Można powiedzieć, że jego zasadniczym problemem jest to, że w swojej klasie ma konkurencję, która robi wiele rzeczy lepiej bądź już się ograła. Fakt, że The Technomancer czerpie mocno z wielu tytułów, co widać, słychać i czuć, nie jest wcale nieprzyjemny. Połączenie wyszło w miarę zgrabnie, dorzucono kilka świeżych rozwiązań i proszę – oto Technomancer. Porządny tytuł, który po przymknięciu oczu na parę wybaczalnych kwestii uprzyjemni niejeden wieczór.

Graliśmy na Xbox One

Fot: Materiały Prasowe

Grę do recenzji dostarczył wydawca CDP.pl


+ wciągająca fabuła
+ satysfakcjonująca walka
+ Oldschoolowe drzewko rozwoju postaci
+ różne tryby walki
+ Miłe połączenie rozwiązań z wielu znanych tytułów

- drużyna
- mapa

Podobne artykuły

Recenzja - Total War: Warhammer

Recenzja - Total War: Warhammer

Rynek wydawniczy gier obfituje ostatnimi czasy w tytuły oparte na uniwersum Warhammera (osadzone ...

czytaj więcej
Recenzja - Shadow of the Beast

Recenzja - Shadow of the Beast

Mając w pamięci obrazy pierwszych części gry, które ogrywałem jeszcze na Amidze z niecierp...

czytaj więcej
Recenzja - Hard Reset: Redux

Recenzja - Hard Reset: Redux

Był rok 2001, w radioodbiornikach drugą młodość przeżywał uwielbiany przez wszystkich Backstreet ...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany