Artykuły

Recenzja - Stasis

Stasis to gra przywołująca wspomnienia. Już na pierwszym ekranie coś z tyłu głowy zamruczało „Fallout” i jak się okazało – dość trafnie. Choć powód tego wspomnienia okazał się być inny niż się można spodziewać, to jednak Stasis oferuje równie miłe chwile. Gra bowiem nie należy do gatunku RPG, a nieco zapomnianej (choć na szczęście nie do końca) rodziny tytułów point & click. I całymi garściami czerpie z tego, co znamy i uwielbiamy.

Tytułowy bohater to John, który budzi się ze snu kriogenicznego na dryfującym w przestrzeni kosmicznej statku. Statek wydaje się być opuszczony, uszkodzony i na domiar złego inny niż ten, którym pierwotnie podróżował John. Poruszając się po opuszczonej jednostce trzeba rozwiązać zagadkę skrywającą wydarzenia i przeznaczenie kolosa oraz przede wszystkim przetrwać koszmar.

To rzut izometryczny, w którym przedstawiona jest rozgrywka na początku przywiał odległe wspomnienia zabawy w świecie pierwszych Falloutów. W Stasis jednak nie znajdziemy statystyk ani uzbrojenia, za pomocą którego eliminujemy przeciwników. Mechanika point & click zawiera się bowiem w kluczeniu po pomieszczeniach, rozwiązywaniu zagadek logicznych, zbieraniu przedmiotów i wykorzystywaniu ich w odpowiednich miejscach.

Stasis game

Jest to odważna decyzja twórców, którzy zamiast pójść w kierunku odmóżdżającego rąbania postawili na wolniejsze i bardziej klimatyczne tempo rozgrywki. Błądzenie po komorach statku i kombinowanie jak uruchomić różnorakie maszyny czy otworzyć kolejne drzwi odbywa się powoli. Gracz ma czas na wykoncypowanie sposobu przejścia do następnych lokacji.

Choć to ewidentnie zabieg puszczający oko do starszego gracza, pamiętającego jeszcze tytuły pokroju Day of Tentacle, czy Sanitarium, to Stasis jest wykonane w sposób poprawny również dla osób nie pamiętających powyższych hitów. W grze pomaga bardzo czytelne menu i dobrze pomyślany kursor. Większość elementów otoczenia jest podświetlona i bardzo szczegółowo opisana. Nie ma tutaj wyjątkowo nielogicznych zabiegów czy konieczności wymyślania rozwiązań na siłę. Rozwikłanie zagadek nie jest proste, ale podpowiedzi rozsiane są dość obficie. Trzeba tylko umieć kojarzyć fakty i odczytać wskazówki. Jeśli do kogoś tego typu rozgrywka nie trafia, to niestety ale może to szybciej spowodować frustrację niż zapewnić miło spędzony czas.

Jeśli jednak to nie jest problemem to Stasis przeradza się w genialny horror. Drobiazgowość wykonania pomieszczeń wzbudza podziw, a klimat przysparza o gęsią skórkę. Już samo wprowadzenie do gry przywołuje najlepsze tytuły gatunku space horroru. Najbliższy klimatowi Stasis był wydany osiem lat temu Dead Space. W Stasis mamy to samo poczucie osamotnienia i klaustrofobii.

Dodatkowo imersję wzbudza genialne udźwiękowienie. Bzyczące monitory i szum pracującej maszynerii przerywane są przez bezosobowe automatyczne komunikaty odczytywane przez roboty. Zawsząd dochodzą jakieś niepokojące stuknięcia, zgrzyty i chrobotanie. Czasami jesteśmy otoczeni przez ciszę, którą nagle rozszarpie jakiś potępieńczy jęk albo płacz dziecka. Dźwięki ambientowe nie są oczywiście jedynymi, które docierają do naszych uszu. W tle przygrywa również rewelacyjna muzyka, skomponowana przez samego Marka Morgana (teraz już wiadomo skąd mi się urodził ten Fallout).

O muzyce w Fallout pisaliśmy tutaj.

Stasis sprawia wrażenie gry przemyślanej i dopracowanej w każdym szczególe. Zagadki, na które natrafia John bywają skomplikowane, ale nie są nielogiczne. Gra wykonana została w sposób idealny do świata, w którym została osadzona. Surowe, mroczne i zimne pokłady statku kosmicznego są oddane w sposób podkreślający tragiczne wydarzenia poprzedzające pobudkę naszego bohatera. Warstwa dźwiękowa nie tylko podkreśla i współpracuje z tym, co widzimy na ekranie. Jest żywa, niepokojąca i ośmielę się stwierdzić, że Stasis bez tych dźwięków straciłoby połowę swojego przerażającego uroku.

Jak powiedziałem na wstępie – Stasis przywołuje wspomnienia. Przez pierwszych kilkanaście minut zabawy były one na tyle silne, że miałem wrażenie, że naprawdę gram w jakiegoś duchowego spadkobiercę Fallouta lub Planescape: Torment. Nieco ambiwalentne odczucia związane z mechaniką point & click na szczęście szybko przechodzą, ukazując inne oblicze tej gry - horroru osadzonego w klasyce gier i filmów, garściami czerpiącego z ikonicznych dzieł. Stasis stawia na klimat, atmosferę i niedopowiedzenia, pozostawiając w tyle łatwe i tanie rozwiązania. To dzięki temu staje się grą wartą uwagi, tym bardziej, że nie wymaga komputera o gigantycznej mocy (bardzo dobrze bawiłem się na dwuletnim laptopie) i można ją nabyć za naprawdę niewielkie pieniądze.

Grę do recenzji udostępnił wydawca

Graliśmy na: PC

Screeny - Stasisgame.com oraz redakcja

 

+Genialnie udźwiękowienie

+Nieziemsko dobra i mocna atmosfera

+Osadzona w klasyce gier i filmów

-Przygodówka point & click – może nie trafić we wszystkie gusta

 

Podobne artykuły

Muzyczne dzieje Fallouta

Muzyczne dzieje Fallouta

Premiera Fallout 4 już za nami. Gra zbiera bardzo dobre recenzje, a twórcom przynosi rekor...

czytaj więcej

komentarzy (2)

Barsztik

17 kwietnia 2016 | 13:11

Widziałem na YT i moje pierwsze skojarzenia to było właśnie Sanitarium (jedyny p'n'c, który przekonał mnie do siebie i zabrał ładny kawał czasu) w świecie Dead Space (gra o super klimacie i takie straszydło, że się w nocy bałem grać, z absolutnie zrypanym sterowaniem i postacią zasłaniającą cały widok) z grafiką z Shadowrun Returns. Nigdy nie przepadałem za point'n'clickami, ale jeśli komuś udało się połączyć zalety Sanitarium i Dead Space to chapeau bas!

Pogo3D

17 kwietnia 2016 | 14:36

Re: Barsztik

Udało się i to naprawdę dobrze się udało. Szczerze mówiąc to chętnie zagrałbym w takiego przerażającego, DeadSpace'owego RPG. Stasis, pomimo tego, że to P'n'C strasznie leci DS-em. Naprawdę warto popointować i poclickać ;)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany