Artykuły

Recenzja - Layers of Fear

Po niesamowitym sukcesie P.T. tworu wydanego z połączonych sił Hideo Kojimy i Guillermo del Toro zainteresowanie oldschoolowymi horrorami zataczało coraz szersze kręgi. Choć w tym przypadku używam słowa „sukces” z ironią, bo wiadomo przecież, że ostatecznie gra się nie ukazała, to jednak P.T przypomniało co nieco o tradycyjnych metodach straszenia. Krakowski Bloober Team widać również o nich nie zapomniał, ponieważ ich ostatnia gra, Layers of Fear, jest klasycznym przykładem na to, że oldschoolowe triki w horrorze się nie starzeją. 

Horrory robią się coraz popularniejsze, ale nie jest to najłatwiejszy do okiełznania gatunek. Fantastyczność i nierealność pozwala twórcom na dużo, jednak często jest to balansowanie na cienkiej linie. Bardzo łatwo bowiem dać się ponieść i przekroczyć nieustalona granicę, za którą znajduje się przesada i śmieszność.

Horror z klimatem się ceni

Krakowski Bloober Team i jego gra Layers of Fear uniknęli tego losu, tworząc dzieło spójne, dojrzałe i bardzo klimatyczne. Oto bowiem trafiamy do z pozoru opuszczonego domu, po którym poruszamy się podziwiając jego pomieszczenia zamieszkałe ongiś przez ewidentnie artystyczne dusze. Duża ilość obrazów i instrumenty muzyczne sugerują, że mieszkańcy byli utalentowanymi twórcami, poszukującymi nowych inspiracji. Eksperymentarium, po którym się poruszamy skrywa naturalnie mroczną tajemnicę, którą odkrywamy podczas wędrówki po upiornym domostwie.

Twórcom udało się osiągnąć niesamowite wrażenie odosobnienia i klaustrofobii. Klimat, serwowany za pomocą rozwiązań, które można uznać za „wyświechtane” gra pierwsze skrzypce od początku do końca.

W chałupie dezorientacja następuje bardzo szybko ponieważ te same drzwi mogą prowadzić do różnych pomieszczeń. Raz otwarte wrota mogą zaraz nie pozwalać na przejście. Korytarze potrafią się pętlić, powtarzać, mylić ścieżki i kręcić w koło. Bardzo szybko odkrywamy schemat leżący za tym wszystkim, mimo wszystko pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Nie myślcie jednak, że jest to jedyna rzecz, która buduje klimat. Ciemne zaułki, gra światłem, spływające obrazy, nierealne iluminacje – wszystko jest dobrane w odpowiednich proporcjach i ustawione w odpowiednich momentach by napędzić porządnego pietra.

Stare sposoby na straszenie

Można rzec, że wszystko to oczywiście stare numery i oklepane sztuczki. Większość rzeczy widzieliśmy już w innych „strasznych” dziełach – zarówno growych, jak i filmowych. Widać, że twórcy fascynują się klasyką horroru i co najważniejsze – umieją ją wykorzystać. Jak pokazuje Layers of Fear, stare metody dają nadal świetne rezultaty. Gra z Krakowa powinna zadowolić wszystkich miłośników gier grozy, którzy szukają mrocznego klimatu i niespiesznego zagłębiania się w odmętach szaleństwa. Szaleństwa, które wciąga i fascynuje w ten dziwny i pokręcony sposób, za który kocha się świetne horrory. Wiesz, że za drzwiami nie spotka cię nic złego. A mimo to przez nie przechodzisz.

W zasadzie jeśli chodzi o stronę techniczną to przeszkadza wyłącznie jedna rzecz, przynajmniej na konsoli. Podczas zabawy bardzo widoczne były uszczerbki na jakości animacji. Spadki ilości klatek niestety potrafią nieco popsuć zabawę, szczególnie, gdy z podwyższonym tętnem chcemy jak najszybciej przejść przez korytarz albo wydostać się z pokoju.

Dźwięki z piekła rodem

Warstwa dźwiękowa jednak to już kompletne mistrzostwo. Szepty, płacze, zawodzenia, niewyjaśnione stuki, puknięcia. Waznym elementem tworzącym klimat jest też muzyka. Całość oprawy dźwiękowej stoi na najwyższym możliwym poziomie, ale dziwnym byłoby gdyby tak nie było. Dobry horror bez dobrego dźwięku nie ma racji bytu i tak jest w przypadku gry z Krakowa. Layers of Fear prezentuje się pod tym względem fenomenalnie – od fortepianowych kompozycji zaczynając, na wspomnianych potępieńczych dźwiękach kończąc.

Pod kątem mechaniki gry Layers of Fear może trochę rozczarować. Gra to zbiór efektownych chwil, gdyż w większość czasu gracz spędza na otwieraniu szafek i szuflad. Swoją drogą to też powoduje nieco zamieszania, gdyż kilka „momentów” przegapiłem, ponieważ w chwili, gdy następowały byłem akurat zwrócony twarzą do komody i przetrząsałem wszystkie szuflady. 

Rozczarowani mogą się poczuć również wielbiciele łamigłówek. Zagadek jest niewiele i dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy polega na odnajdowaniu przedmiotów (jak na przykład znikających warcabów) tudzież kluczy do otwierania zamków. Drugi rodzaj łamigłówek to wyszukanie kombinacji numeracyjnej do użycia w jakimś urządzeniu. Trochę martwi, że zagadek jest stosunkowo niewiele i są proste do rozwiązania. Większość czasu spędzimy na spacerze po nawiedzonym domu i chłonięciu klimatu, co jest fajne, ale szkoda, że momentami nie ma też nic innego do roboty. Dla jednych będzie to wielka zaleta, mnie trochę brakowało chwilami jakiegoś zajęcia. Tym bardziej, że przez większość czasu będziemy poruszać się po wariacjach tych samych pomieszczeń. Layers of Fear jest też krótkie. Prostota i niewielka ilość zagadek powoduje, że grę można skończyć w jeden wieczór, a bez przysłowiowego „lizania ścian” ukończenie historii jest jeszcze krótsze. Na szczęście jeśli już poświęcimy grze czas, to jest to czas pełen emocji, zaskoczeń i podskakiwania ze strachu, a o to przecież chodziło. Layers of Fear spełnia swoje zadania jako horror – straszy, fascynuje i wciąga. Gra jest ewidentnie przeznaczona dla miłośników horrorów – ale takich, które dzieją się powoli, które nie mają szaleńczych akcji i krwi malującej ściany. Takich horrorów, w których sprawdzonymi środkami osiąga się efekty walące prosto między oczy. Gdzie klimat i atmosfera grają pierwsze skrzypce, a to co niedopowiedziane, ukryte, pozostawione wyobraźni odbiorcy przeraża najbardziej.

Grę do recenzji udostępnił producent

Graliśmy na Xbox One


- świetna atmosfera i klimat

- tradycyjne środki straszące

- świetny dźwięk

 

- spadająca ilość klatek

- mała ilość zagadek

- krótkie

Podobne artykuły

Recenzja - Fallout 4

Recenzja - Fallout 4

Fallout 4, jedna z najważniejszych premier tego roku to tytuł z ogromnym potencjałem i historią. ...

czytaj więcej
Recenzja - Gears of War 4

Recenzja - Gears of War 4

Epic robił lepsze kampanie. Na szczęście multiplayer wciaż rewelacyjny.

czytaj więcej
Recenzja - We are the Dwarves

Recenzja - We are the Dwarves

Krasnoludy występowały już w wielu rolach. Były saperami, budowniczymi, wojownikami. Ale krasnolu...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany