Artykuły

Recenzja - Battlefleet Gothic: Armada

Porządnego RTS-a osadzonego w czterdziestym pierwszym tysiącleciu nie przypominam sobie od czasu ostatniej części Dawn of War. Co prawda w międzyczasie pojawił się Armageddon, ale ten tytuł RTSem nazwać nie można. Battlefleet Gothic: Armada zapełnia te braki w bibliotece gier czasu rzeczywistego i robi to z przytupem. Rozgrywka z perspektywy floty olbrzymich okrętów robi wrażenie nie tylko skalą. Operowanie na poziomie flotylli jest nieco skomplikowane, ale gdy opanujemy zarządzanie BFGA odpłaci nam wciągającą i satysfakcjonującą rozrywką.

Sektor Gothic nie należy do najbezpieczniejszych miejsc w znanym Wszechświecie. Jest to spowodowane faktem znajdowania się tutaj szczeliny w Osnowie, zwanej Okiem Terroru. To właśnie tym przejściem przedostają się siły Chaosu i urządzają sobie krwawe rajdy zwane Czarnymi Krucjatami. Poza tym, do sektora lubią zaglądać też przedstawiciele innych obcych ras - Orków i Eldarów. Życie w ciągłym napięciu nie jest proste dla mieszkańców planet znajdujących się w sektorze, dlatego obecność potężnej floty Imperialnej nie dość, że pozwala na skuteczną walkę z najeźdźcami, to jeszcze przypomina miejscowym o tym, że warto jest być lojalnym wobec Imperium Człowieka.

Jako dowódca tej floty operujemy na poziomie dwóch map - mapa taktyczna, na której zarządzamy naszą flotą, wydajemy rozkazy i toczymy potyczki oraz mapa sektora Gothic, w którym znajduje się wiele światów, zapewniających Imperium wiele zasobów.  Planety te możemy stracić w ramach niepowodzeń podczas kampanii. Światy te mogą zostać podbite lub poddać się herezji i wypowiedzieć  posłuszeństwu Imperatorowi. Utrata planet powoduje wzrost kosztów napraw, oraz reputacji w innych systemach.

Kampania oferuje wiele rodzajów zadań – od potyczek, przez misje patrolowe po konwojowe. Każda z tych misji wymaga innych przygotowań, zastosowania innego rodzaju sprzętu, a co za tym idzie innego doboru statków, które wezmą udział w akcji. Co ciekawe – porażka w misji nie doprowadzi do zakończenia kampanii. Wydarzenia toczą się dalej, tylko wynik danej misji może mieć przełożenie na dalsze losy fabuły. Pozostawiając już zupełnie fakt utraty planet, a co za tym idzie utraty cennych zasobów, to efekty nieudanej misja mogą się objawić w inny sposób. Dajmy na to, że w pewnym momencie przyjdzie nam uniemożliwić przeciwnikowi przejęcie pewnego przedmiotu, który ma wpływ na skuteczność walki. Jeśli wróg położy na nim swoje łapska kolejne starcia z nim mogą okazać się o wiele trudniejsze.

Sama walka jest strasznie różnorodna. Dobór statków do swojej armady ma kluczowe znaczenie dla działań, które mamy przeprowadzać. Okręty bowiem są bardzo różne i różnią się od siebie wielkością, uzbrojeniem, prędkością,  czy manewrowością. Diabeł tkwi w szczegółach, ponieważ do misji patrolowych wymagane są szybkie i zwrotne jednostki, a przy potyczkach lepiej stawiać na ciężko opancerzone i uzbrojone kolosy.

Podczas starcia możemy wybrać jaką taktykę może przyjąć dana jednostka – np. czy ma prowadzić ostrzał burtowy i trzymać przeciwnika na odległość, czy lepiej przypuszczać atak frontalny, nawet dokonując abordażu na okręty wroga lub nawet je taranować. W trakcie bitwy możemy priorytetyzować cele, a nawet wybierać sekcje okrętu, na których będziemy skupiać ogień.

Rzeczy do roboty jest więc cała masa, zatem programowanie zachowań naszych okrętów jest nie tylko przydatne, ale wręcz wymagane. W ferworze walki łatwo można zapomnieć o jednostce, która przecież odpowiednio użyta może przechylić szalę zwycięstwa.

Ułatwieniem jest wykorzystanie kogitatorów, czyli w przełożeniu na nasze - użycie czegoś na modłę aktywnej pauzy, podczas której można wydać rozkazy, wykonać manewr czy zebrać się do ucieczki. Przypominam, że porażka misji nie kończy zabawy, a zadanie dużych uszkodzeń wrogim jednostkom również może być opłacalne (choć na pewno nie tak, jak zwycięstwo).

Battlefleet Gothic Armada

Jednostki można w trakcie zabawy ulepszać wzmacniając ich opancerzenie, tarcze, uzbrojenie i inne statystyki. Ciekawym rozwiązaniem jest również możliwość upgrade’u załogi, co będzie oznaczać zwiększenie jakości napraw w trakcie bitwy, lepszą nawigację, a nawet większą lojalność dowódców jednostek, którzy w ferworze walki potrafią zapomnieć o dobroci, jaką roztacza wobec swoich poddanych Imperator i chcieć dezerterować. W takich przypadkach przydaje się na pokładzie komisarz, który ma pełny magazynek argumentów wymierzonych przeciwko takiemu podejściu.

Battlefleet Gothic: Armada wydaje się na pierwszy rzut oka skomplikowana i przy kolejnych rzutach to się nie zmienia. Ogrom opcji i możliwości okupiony jest olbrzymią ilością rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę i pierwsze godziny zabawy to tak naprawdę żmudna nauka. Gra oferuje dość dużą ilość usprawnień, nadal jednak pozostawiając sporo do roboty i pamiętania. Gdy jednak przebrniemy przez początek i opanujemy w miarę mechanikę zabawy, to BFGA okaże się być okrutnie klimatycznym i satysfakcjonującym tytułem oferującym olbrzymią ilość możliwości. Po kolejnej porażce szybko rozpoczynają się analizy składu floty, uzbrojenia, trasy, taktyki i jeszcze szybciej przychodzi ochota do podjęcia kolejnej próby. Sukces bywa okupiony kilkoma przegranymi, ale gdy już nadchodzi sprawia olbrzymią satysfakcję. Tindalos wykonał kawał dobrej roboty, choć może próg wejścia w grę jest nieco zbyt wysoki, bo BFGA nawet na najniższych poziomach trudności potrafi napsuć krwi, to nie można nie docenić wkładu włożonego przez twórców. Poziom szczegółowości jest bardzo duży, a możliwości kombinowania ustawieniami floty, dystrybucji ulepszeń, a także improwizowania w trakcie misji są równie duże. Przy tym wszystkim twórcom udało się zachować niepowtarzalną atmosferę WH40K. Mroczny klimat wylewa się z monitorów i z głośników. Muzyka doskonale ilustruje wydarzenia na ekranie, a voice-acting nie pozostawia niczego do życzenia. Graficznie Battlefleet Gothic: Armada prezentuje się bardzo dobrze. Statki wykonane są z dbałością o szczegóły i różnią się między sobą godnie reprezentując swoje rasy.

Jeżeli jesteśmy gotowi poświęcić trochę czasu na opanowanie zasad i obsługi swojej flotylli, to zdecydowanie warto zainteresować się tym tytułem, nawet jeśli setting Warhammera 40000 jest nam obcy. Stopień zaawansowania i szczegółowości powinien zadowolić wszystkich komputerowych generałów. Tak naprawdę tylko ta złożoność jest rzeczą, która w mojej ocenie może działać odstraszająco. A może się mylę, a gra tylko mnie przyprawiała o ból głowy? To nie ma znaczenia. Armada jest tytułem stojącym na najwyższym poziomie i doskonałym przykładem wykonania kosmicznego RTS-a. Z czystym sumieniem polecam, aby spróbować się przegryźć przez twardą skorupkę, bo wewnątrz kryją się olbrzymie zasoby słodyczy i satysfakcji.

Gra otrzymuje REKOMENDACJĘ!

Grę do recenzji udostępnił wydawca

Graliśmy na PC

Foto: Redakcja


+szczegółowość

+duża ilość opcji zarówno w fazie przed bitwą, jak w trakcie

+okrutny klimat WH40K

+olbrzymia satysfakcja z sukcesów

 

-wysoki poziom wejścia, wymaga dużo nauki

 

 

Podobne artykuły

Recenzja - Dark Souls III

Recenzja - Dark Souls III

Trzecia część serii Dark Souls ujrzała światło dzienne. Tytuły należące do serii uważane za ...

czytaj więcej
Recenzja - Layers of Fear

Recenzja - Layers of Fear

Po niesamowitym sukcesie P.T. tworu wydanego z połączonych sił Hideo Kojimy i Guillermo del Toro ...

czytaj więcej
Recenzja - Stasis

Recenzja - Stasis

Stasis to gra przywołująca wspomnienia. Już na pierwszym ekranie coś z tyłu głowy zamruczało &bdq...

czytaj więcej
Recenzja: Homeworld: Deserts of Kharak

Recenzja: Homeworld: Deserts of Kharak

Z nostalgią wspominam czasy gdy byłem dzieciakiem. Miałem dużo wolnego czasu, a moją pasją były g...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany