Artykuły

Headlander - Recenzja

Los ostatniego człowieka w galaktyce nie należy do najłatwiejszych. Nie dość, że budzisz się po nie wiadomo jak długim czasie, to jeszcze okazuje się, że doznałeś niemałego uszczerbku na swoim organizmie. Dość powiedzieć, że w całości pozostała jedynie głowa, która zamknięta w specjalnym słoju może poruszać się za pomocą silniczków odrzutowych. Ta umiejętność okaże się być niezbędna do ucieczki z rozwalającego się statku, na którym dochodzi do przebudzenia naszej głowy. Na szczęście lewitacja nie jest jedyną zdolnością, którą posiada latający czerep. Wyruszasz zatem w podróż by wyjaśnić zagadkę wyginięcia naszego gatunku.
Headlander to produkcja wpisująca się w ramy gatunku zwanego metroidvaniami. Gra polega na przemieszczaniu się po platformach, przemierzaniu komnat, okazjonalną eliminacją przeciwników i eksploracją otoczenia. Czy w jakikolwiek sposób wyróżnia się zatem od innych tego typu tytułów?
Przede wszystkim setting, który jest dość wyjątkowy. Headlander osadzono w zwariowanej przyszłości, w której, jak już wspominałem nie ma ludzi. Projekty postaci i kosmicznych budowli przywodzą na myśl filmy science fiction z lat 70-tych i 80-tych minionego stulecia. Już na drugim poziomie trafiamy do pomieszczeń wyściełanych różowym pluszem, a z głośników wydobywają się dźwięki disco. Pierwsze i momentalne skojarzenie, jakie pojawia się w głowie to hicior z 1968 roku - Barbarella. Takich flashbacków zresztą podczas zabawy w Headlander będzie znacznie więcej.
Poruszanie się po planszy odbywa się na dwa sposoby. Jak już wspomniałem, możemy latajać samą głową naszego bohatera. Z racji rozmiarów zyskujemy w ten sposób dostęp do wąskich przejść lub wyżej położonych platform. Poruszając się w ten sposób otwieramy drzwi, otrzymujemy upgrady, umiejętności tudzież znajdźki pochowane w ukrytych pomieszczeniach. Za pomocą głowy sterujemy również przyciskami, konsolami i innymi interaktywnymi obiektami. Wystarczy zespolić się z odpowiednim wejściem.. na głowę.

Nie masz z kim grać? Poszukaj partnerów w naszych eventach.

 

Głowa służy również do walki. Przeciwnicy, tak jak wszyscy przedstawiciele społeczeństwa przyszłości są robotami, których można za pomocą swojej głowy zdekapitować (czy to już jest pleonazm?). Wystarczy podlecieć na tyle blisko, by można było uruchomić coś na kształt magnesu i łapiąc czerep przeciwnika w żelazne objęcia, odlecieć zabierając łeb nieszczęśnika. Dekapitacja zresztą nie odbywa się wyłącznie na przeciwnikach. To samo dotyczy cywilów, a nawet zwierząt. Cywilne roboty są przydatne gdy potrzebujemy akurat ciała. Tylko bowiem w całości możemy przekraczać drzwi, które przedzielają pomieszczenia. Pozbawione głowy ciało łatwo daje się kontrolować gdy tylko przytwierdzimy do niego nasza latającą głowę. Gdy przejmiemy w ten sposób kontrolę nad uzbrojonym robotem otrzymujemy możliwość strzelania za pomocą laserów, w które zwykle są uzbrojeni przeciwnicy. Zwierzęta przydają się do przemieszczania się małymi przejściami zabezpieczonymi grodziami.
Żeby nie było tak łatwo, drzwi różnią się między sobą kolorami i tylko ciało noszące odpowiednie barwy umożliwi przekroczenie wrót o danej barwie. W przeciwnym wypadku zblazowany głos sztucznej inteligencji w dowcipny sposób poinformuje, że drzwi pozostają zamknięte. To oczywiście przedłuża i utrudnia rozgrywkę, bo czasami trzeba będzie nakluczyć, by odnaleźć robota pomalowanego w wymagany kolor. Do tego jeszcze zmiany barw zwykle łączą się ze wzrostem trudności przeciwnika. Zwykle rośnie jego siła ognia i wytrzymałość. W dalszych etapach przeszkadzajek będzie więcej, ale przeciwnicy się bardziej różnicują. Robot z ogumowanymi kółkami pozwoli np. na przejazd polem elektrycznym itd. 
Naszą postać (głowę) można również rozwijać za pomocą zdobywanych punktów, dodając jej nowe umiejętności bądź ulepszając inne. Poza standardami jak zwiększenie wytrzymałości i energii możemy wyposażyć bohatera w zdolność regeneracji (również ciał robotów), dopalacze do silników odrzutowych naszego latającego słoja czy tarczę energetyczną. Wyposażenie nie tylko pozwala na łatwiejszą eliminację wrogów czy szybsze poruszanie się, ale umożliwia również wejście do wcześniej niedostępnych rejonów planszy.
Ubranie w ciało pozwala na dostęp do pomieszczeń zabezpieczonych drzwiami, a latająca głowa pozwala na latanie po ciasnych przesmykach i wysokościach. Kooperacja pomiędzy tymi dwoma stanami jest niezbędna, ponieważ plansze zaplanowano w ten sposób, że nie da się ich przejść samą głową. Gdy przywdziejemy jakieś ciałko, to zyskujemy możliwość strzelania z laserów (jeśli ciałko było uzbrojone), niestety nie możemy skakać. Poruszanie się po platformach odbywa się wtedy za pomocą rozstawionych teleportów. Nie uznaję tego za minus, bo to kolejny element, przez który trzeba momentami kombinować, aby przedostać się dalej. W Headlanderze bowiem czuć delikatną przewagę rozwiązań wymagających zaangażowania szarych komórek nad zręcznościowymi, choć i takich nie brakuje. Headlander na szczęście jest doskonale wyważony. Żaden z tych elementów nie dominuje nad drugim, a różnica jest naprawdę delikatna. Całość daje niesamowitą frajdę. 

 


Szukasz drużyny bądź planujesz nabór? Sprawdź wyszukiwarkę drużyn.

Jedyne co może razić (na szczęście tylko delikatnie), to trochę zbyt duża ilość backtrackingu. Może to dość dziwny zarzut dla metroidvanii, ale odnoszę wrażenie, że plansza w takim Ori and the Blind Forest była o wiele lepiej zaplanowana i nie nakładała konieczności takiego kręcenia się po niej. Z drugiej strony mapa w Headlanderze zadziwia prostotą. Poszukiwanie znajdziek i ulepszeń do naszej latającej głowy wydaje się nie mieć wiele wspólnego z ideą poszukiwań, ponieważ od samego początku dostajemy niemal wszystkie lokalizacje na tacy.

Sama eksploracja zatem nie stanowi zbyt wielkiego problemu, poza małą upierdliwością w niektórych chwilach wymagających cofania się dość daleko. Większych kłopotów mogą dostarczyć walki, które z początku potrafią być śmiesznie proste, szybko jednak zamieniają się w trudniejsze wyzwania. Choć ta eksploracyjna prostota może powodować, że Headlander straci w oczach osób, które szukają wyzwań, to jednak nadal pozostaje ciekawą pozycją. Poza fabułą i odkrywaniem zagadki wyginięcia ludzkości znalazło się również miejsce na dodatkowe zadania. Zamykają się one w zasadzie na questach typu – zabij wszystkich w pomieszczeniu, czy przynieść przedmiot. Są proste i prostolinijne, ale sam fakt ich występowania warto odnotować.  

Stwórz swoją bibliotekę i buduj z nami bazę gier

Headlanderem warto się również zainteresować ze względu na wykonanie. Na uwagę zwraca muzyka, która świetnie ilustruje i dopełnia retro klimatu Headlander. Kompozytorem ścieżki dźwiękowej jest David Earl, który wykonał kawał doskonałej roboty. Muzyka łatwo wpada w ucho, zostaje w głowie na długo i dodaje wspaniałego klimatu dla zwariowanej gry. Lekka i zabawna atmosfera utrzymująca się przez całą grę jest również zachęcająca, a do warstwy graficznej w zasadzie nie można mieć zastrzeżeń. Headlander jest podlany porządną dawką humoru i wspomnianych nawiązań do znanych dzieł. Po zmieszaniu wszystkiego powyższego , która powinna nie tylko spełnić oczekiwania, ale i trafić w gusta sporej grupy osób.
Double Fine to studio mające na koncie wiele znakomitych produkcji, odznaczających się doskonałą oprawą graficzną i dźwiękową, a przede wszystkim unikalnym klimatem, niebanalnymi settingiem i poczuciem humoru. Wystarczy wspomnieć choćby Psychonauts, Brutal Legend czy Costume Quest. W ten trend naturalnie wpisuje się Headlander. Gra jest przyjemna, wciągająca i angażująca i zapewni co najmniej kilka godzin solidnej zabawy. Produkcja Double Fine nie ustrzegła się kilku niedociągnięć. Faktycznie, miewa swoje dłużące się chwile, mapa potrafi być nieco irytująca, tak samo jak konieczność częstego backtrackingu. Fanatycy eksploracji mogą czuć się zawiedzeni, ponieważ znajdźki i pomieszczenia są łatwe do odnalezienia i splądrowania. 
To nie są jednak powody, by Headlander stracił na tyle, by się nim nie zainteresować. Nowa gra studia Double Fine jest produkcją wartą uwagi i niewartą omijania. Nietuzinkowe podejście do tematu i ciekawy klimat retro -SF powodują, że Headlander powinien trafić nie tylko do wielbicieli metroidvanii.

Gra otrzymuje REKOMENDACJĘ!

 

Graliśmy na PS4
Grę do recenzji dostarczył producent
Fot:
 http://www.adultswim.com/


Werdykt
+Retro komedyjny setting - mapa i backtracking                   
muzyka  
+ coś innego (latająca głowa)  
   
   





 

Podobne artykuły

Zombie Night Terror - Recenzja

Zombie Night Terror - Recenzja

Zombie w moim odczuciu są już tematem wyświechtanym do granic możliwości i przyzwoitości. Niemnie...

czytaj więcej
This is the Police - Recenzja

This is the Police - Recenzja

Komisarz policji na brak zajęć narzekać nie może. Jak się okazuje, praca na komisariacie to nie t...

czytaj więcej
Inside - Recenzja

Inside - Recenzja

Kilka razy podchodziłem do napisania niniejszego wstępu i za każdym razem głowiłem się jak zacząć...

czytaj więcej
Recenzja - The Technomancer

Recenzja - The Technomancer

The Technomancer - Recenzja Mars do najprzyjemniejszych miejsc nie należy. Nie dość, że komuni...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany