Artykuły

Recenzja - Hard Reset: Redux

Był rok 2001, w radioodbiornikach drugą młodość przeżywał uwielbiany przez wszystkich Backstreet Boys, na ekranach kin Lynch ponownie prostował moje zwoje mózgowe przy pomocy Mulholland Drive, natomiast w growym światku powrót do prostych, staro-szkolnych strzelanek zapewnił nam pierwszy Serious Sam. Wydany rok później SS2 kontynuował świetną passę programistów z Zagrzebia, a 2 lata później pałeczkę przejęli Polacy z równie udanym Painkillerem. Od tego czasu cyklicznie dostajemy gry pierwszoosobowe oparte na tych samych założeniach - proste, niezobowiązujące, stawiające na czystą nieskrępowaną rozgrywkę. Obecnie gracze od miesiąca zmagają się z plagą demonów w najnowszym Doomie, a polskie studio Flying Wild Hog przeniosło na maszyny dla plebsu (czyt. konsole) Hard Reset, który pierwotnie zawitał na blaszakach w 2011 roku. Jak pięcioletni tytuł z pecetów sprawdza się w dzisiejszych czasach? Sprawdźmy to.

Grę otwiera wprowadzenie w formie komiksu, które - tak jak przerywniki - ma jedną zasadniczą zaletę. Umożliwiają wycieczkę do kuchni, celem zaopatrzenia się w prowiant i życiodajny złocisty napój. Historia bowiem, to typowa zapchajdziura z dialogami na poziomie filmów wydanych przez wytwórnię The Asylum (Rekinado, Titanic 2, Megarekin kontra krokozaurus). Wcielamy się oto w majora Fletchera, agenta korporacji bla bla bla bla bla siejącego pożogę w ponurym mieście przyszłości opanowanym przez złowrogie SI bla bla bla. Tło w postaci miasta osadzonego w XXV wieku to jeden z większych atutów tytułu wydanego przez warszawskie studio. Ponura metropolia, pełna strzelistych budynków przyozdobionych kolorowymi neonami robi świetne wrażenie, tak żywo przypominającymi widoki z filmowego Blade Runnera. Zamiast biegać z palcem umiejscowionym na prawym triggerze, robiłem sobie systematyczne przerwy gapiąc się na ciekawą architekturę nowoczesnego miasta, podziemnej siatki tuneli z przemykającym z ogromną prędkością metrem czy gigantycznego śmietnika - ostatniego przystanku zdezelowanych robotów.

Hard Reset Redux

Tutaj dochodzimy do jednego z wielu kontrastów, które można odnotować w Hard Reset Redux - przeciwników. Pal licho, że sztuczna inteligencja została zaadoptowana od pseudokibiców szarżujących bez ładu i składu na policyjne oddziały, ale chodzi o ich prezencję. Przeciwnicy wyglądają na wygrzebany z dyskontu trzeci garnitur mięsa armatniego do Quake'a 2. Być może na szkicach koncepcyjnych wyglądało to ciekawie, jednak podczas starcia z metalowymi wersjami dzikich kur nie sposób nie parsknąć śmiechem. Zwłaszcza, że początkowo gra stopniowo buduje napięcie dając uczucie, że za rogiem czekają na nas cybernetyczne demony z piekła rodem. W zamian otrzymujemy oprócz wspomnianego drobiu, metalowe wersje zdziczałych goryli, koślawy mariaż człowieka i ASIMO wyprodukowanego przez Hondę, czy gigantycznych pokrak, które zgodnie z panującymi w tego typach grach trendami, robią za bossów, których likwidujemy ostrzeliwując migoczące słabe punkty.

Nasz dzielny wojak potrafi taszczyć całe 2 sztuki broni - 3 jeżeli doliczymy do tego katanę. Pierwsza to klasyczna "plujka" rozrywająca metalowe korpusy gorącym ołowiem, druga razi naszych adwersarzy zabójczym elektrycznym ładunkiem. To na początek. Z biegiem czasu i kumulowaniem punktów doświadczenia, rozszerzamy funkcję naszych zabawek o shotgun, wyrzutnię granatów, RPG, min, wyładowań elektrycznych itd. Nie przejmujemy się takimi błahostkami jak zmiana magazynków, bo takowych nie ma. Sprzedajemy soczyste razy metalowemu ścierwu do wyczerpania zasobów, sadząc przy tym susy na boki i czekając na kolejną wywrotkę mięsa armatniego oplecionego obwodami elektrycznymi. Strzelanie zrealizowane jest całkiem poprawnie i dostarcza pozytywnych doznań. Obok przyjemnej rozpierduchy kolejnym elementem, który powodował u mnie wzmożony ból zębów to budowa poziomów. Tak jak ich projekt jest pierwszorzędny, tak budowa dosyć dziwna. Gra co chwila szczuje nas miejscami, które na pierwszy rzut oka sprawiają pozorne wrażenie do przejścia. Spora wyrwa w siatce na wysokości klatki piersiowej? Nie do przejścia, major Fletcher nie posiada umiejętności kucania. Zagracony śmieciami do wysokości kolan tunel? Nie do przeskoczenia, bo twórcy nam na to nie pozwalają. Chcesz sobie zrobić szybki unik do przodu schodząc schodami? Przemyśl to ponownie, bo może po Tobie zostać mokra plama. Do tego irytuje w pewnych miejscach agresywnie działający auto-aim, blokujący się na najbliższym przeciwniku podczas strafe'owania.

Hard Reset Redux

Na poziomie Normal to właśnie przez te dwa ostatnie elementy dokonałem niemożliwego i zginąłem dzielnym majorem dwa razy w ciągu całej gry. Poziom ten również nie forsuje bardziej wyrafinowanej rozgrywki, ograniczając nas głównie do prucia ołowiem przed siebie, a cała zabawa zamyka się w 7 godzinach. Tytuł na nowo można odkryć dzięki trybowi NG+, gdzie zachowujemy odblokowane dotychczas bronie i przy wyższym poziomie trudności stawiającym na uniki, dashowanie i mądre wykorzystywanie dostępnego arsenału. Jak na pięcioletni tytuł gra prezentuje się poprawnie. Jeżeli przymkniemy oko na prostotę obiektów, projektem poziomów można się w pewnych momentach nawet zachwycić, natomiast trzeba odnotować, że przy większych rozróbach klatki widocznie lecą na pysk, co negatywnie wpływa na ogólny odbiór tytułu. Natomiast całościowo gra wypada poprawnie. Flying Wild Hog robiąc przetarcie przed Shadow Warriorem 2 dostarczył ciekawego kawałka kodu, który świetnie sprawdza się jako niezobowiązująca letnia młócka.

Graliśmy na Xbox One

Grę do recenzji udostępnili twórcy

Fot. Materiały Prasowe


+ niezobowiązująca, radosna rozpierducha

+ rozbudowa uzbrojenia

+ architektura metropolii

- projekty przeciwników

- autoaim

- konstrukcja poziomów uniemożliwiająca nieco swobodniejsze poruszanie się

 

Podobne artykuły

Recenzja - Doom

Recenzja - Doom

W dzisiejszych czasach bardzo ciężko o dobrą strzelankę z pierwszej osoby, która miałaby w...

czytaj więcej
Recenzja - SuperHot

Recenzja - SuperHot

Gdybyśmy cofnęli czas o kilka lat  to Super Hot rozpoczynało swój żywot jako jeden z ...

czytaj więcej
Recenzja - Shadow of the Beast

Recenzja - Shadow of the Beast

Mając w pamięci obrazy pierwszych części gry, które ogrywałem jeszcze na Amidze z niecierp...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany