Artykuły

Call of Duty: Infinite Warfare - recenzja

Zgodnie z tradycją w okresie jesienno-przedświątecznym na półkach sklepowych pojawiła się nowa odsłona serii Call of Duty. Jak co roku w sieci można znaleźć olbrzymią ilość postów, memów i innego rodzaju artystycznych tworów skupiających się w zasadzie na jednym i tym samym – że seria zjada swój własny ogon. Infinte Warfare, bo taki podtytuł nosi tegoroczne wydawnictwo, zdaje się jednak zaprzeczać tym opiniom. W tym roku Call of Duty proponuje kilka świeżych rozwiązań, co tytułowi studia Infinity Ward wychodzi naprawdę na zdrowie. Choć nie jest to produkcja pozbawiona wad, to jednak Infinite Warfare zadziwiająco dobrze sobie radzi, oferując najlepszą kampanię dla jednego gracza w serii CoD od lat.

Infinite Warfare stanowi kolejną odnogę fabularną, którymi seria zaczyna obfitować. Pozwalając sobie na pewne nadużycie, użyję określenia „uniwersum” Infinite Warfare opisuje ludzkość podbijającą kosmos. Układ słoneczny został opanowany, a planety i asteroidy naszego systemu zostały zasiedlone i radośnie eksploatowane. Taki stan rzeczy oczywiście rodzi niesnaski, tarcia i niezadowolenie, a docelowo konflikt, w którym ma się rozumieć, bierzemy udział. Koloniści formują tzw. Front Obrony Kolonii, którego lordem dowódcą, tfu, szefem zostaje niejaki Salen Kotch. W tej roli bezwzględny Kit Harrington, który użycza nie tylko swojego głosu, ale również i aparycji. Harrington radzi sobie całkiem nieźle z voice actingiem, choć trzeba przyznać, że jego postać występuje stosunkowo rzadko.

Kotch nienawidzi „Ziemian” do tego stopnia, że gotowy jest wysyłać swoich ludzi na terrorystyczne misje samobójcze. Jedna z nich kończy się niemal unicestwieniem całej floty okrętów kosmicznych przeciwnika. W grze zostaje niewiele jednostek, a na czele jednej z nich staje właśnie nasz bohater.

Fabuła jest niestety słaba, scenariusz jest dziurawy i razi nieścisłościami. Podczas jednej z pierwszych misji jedna z postaci zaczyna mieć wyraźny problem z mechanicznym kolegą z oddziału. Syndrom Ripley-Bishop uwidacznia się obiecująco przez całą poziom, niestety nie znajduje odpowiedniego rozwiązania. Już w kolejnym etapie postaci te są najlepszymi kumplami. Dlaczego? Co się stało, że nagle wszystko zmienia się o 180 stopni? Takich chwil w trakcie zabawy napotkamy sporo, ale najpiękniejsze w całym ambarasie jest to, że niespecjalnie to przeszkadza. Call of Duty przyzwyczaiło już do pewnej naiwności i naciągania fabularnego. W przypadku Infinity Warfare można to przełknąć, bowiem rozgrywka jest wciągająca i odpowiednio skonstruowana. Tytułowi studia Infinity Ward udało się coś zadziwiającego – wytworzyło atmosferę, w której w pewnym momencie przestało się dla mnie liczyć, jakie problemy przeżywają bohaterowie i co się stanie, jeśli nie uda im się wykonać kolejnej misji. Przeżycia i emocje zaczynały kształtować się na nieco niższych poziomach. Chciałem zabijać więcej przeciwników, korzystać z kolejnych zabawek, chciałem wykonać kolejny etap i natłuc więcej wrogich oficerów (Asów).

Stwórz swoją bibliotekę i buduj z nami bazę gier

Call of Duty: Infinite Warfare co do „zasady działania” nie odszedł zbyt daleko od swoich protoplastów. To nadal shooter FPS, w którym biegniemy jak po sznurku, wybijając do nogi wszystko co stanie nam na drodze i nie nosi naszego munduru. Wprowadzono jednak kilka ożywiających zabawę zmian.

Sama kompania nie toczy się w 100% liniowo, jak zawsze. Na mostku naszego okrętu znajduje się mapa, za pomocą której desygnujemy kolejne cele do ataku. Misje dzielą się na główne i poboczne, a te drugie dodatkowo na infiltracyjne i myśliwskie. Misje infiltracyjne polegają na przeprowadzeniu abordażu na jednostkę wroga, przejęcie wyznaczonych celów, odbicie zakładników czy eliminację oficerów, a nawet całej jednostki. Różnorodność tych poziomów jest bardzo miła – przeplatają się tu bowiem misje tradycyjne, w których nie ściągamy palca ze spustu, z takimi, w których konieczne staje się bardziej dyskretne podejście i kluczenie po mrocznych zakamarkach. Raz nawet przyjdzie nam przywdziać wdzianko wrogiego oficera i pokrążyć pomiędzy przeciwnikami. Wrażenie robi również sposób abordażu, ponieważ podchodząc do kosmicznego krążownika w skafandrze możemy podziwiać jego ogrom. W innym przypadku wejście do trzewi kolosa nie jest tak delikatne, po prostu wlatujemy myśliwcem do hangaru, rozwalamy co się da, zabieramy co potrzeba i wracamy tą samą drogą. Rozmach i emocje gwarantowane. To samo dotyczy drugiego typu misji pobocznych, w których pilotujemy myśliwiec i toczymy starcia z wrogimi flotyllami. Celem tych etapów jest wyczyszczenie obszaru z przeciwników znajdujących się w myśliwcach i większych jednostkach – krążownikach czy lotniskowcach. Walka jest bardzo dynamiczna i choć odbywa się na schemacie – namierz, wystrzel, wypluj flarę – to jest naprawdę bardzo dobrze zrealizowana. Pilotowanie jest łatwe do opanowania, a zestrzeliwanie kolejnych wrogów sprawia dużo frajdy.

Podczas realizowania tych misji będziemy również spotykać się z tzw. asami. Są to oficerowie wrogiej floty, dysponujący delikatnie, wręcz niezauważalnie lepszymi jednostkami, a ich eliminacja jest wymagana by ukończyć misję. Na naszym okręcie znajduje się tablica z talią kart, które reprezentują wrogich asów, na której odznaczamy odstrzelonych wrogów.

Naszego bohatera wyposażono w nowe, interesujące zabawki. Do najciekawszych należą granaty antygrawitacyjne, które unoszą wroga na danym obszarze pozwalając spokojnie pozdejmować lewitujących przeciwników. Umiejętność hakowania robotów jest również przydatna, gdyż pozwala przejąć kontrolę nad wrogim automatem, zyskując sojusznika w środku grupy przeciwników. Możemy wtedy wykorzystać go do ostrzelania drani, albo zdetonować go pomiędzy nimi. Dochodzą do tego latające drony z karabinami, pająkopodobne granaty przywierające do wroga i tarcza chroniąca przed pociskami.

 

Szukasz drużyny bądź planujesz nabór? Sprawdź wyszukiwarkę drużyn.

Spodobała mi się bardzo zmiana podejścia do tematu znajdziek. Call of Duty: Infinite Warfare nie oferuje już bowiem prostego zbierania komputerków czy innego badziewia, które służy wyłącznie do zdobycia achievementu/trofeum, tudzież uaktywnienia jakiegoś cheatu. Teraz szukanie znajdziek przynosi wymierne korzyści, ponieważ każde znalezisko oznacza ulepszenie broni, tudzież odblokowanie zdolności, co potrafi bardzo ułatwić życie na polu walki.

Choć nowości wydaje się być niewiele, to jednak zadziwiające, że tak mało wystarczyło, by wprowadzić tak potrzebny serii Call of Duty powiew świeżości. To niesamowite, jak dodanie pobocznych misji, zmiana podejścia do znajdziek i wprowadzenie elementu polowania na wybranych terrorystów urozmaiciło skostniałą już rozgrywkę. Call of Duty: Infinite Warfare oferuje o wiele ciekawszy single player od niedawnych poprzedniczek, kilka ciekawych rozwiązań i nowych gadżetów. Te kilka elementów sprawia, że wszystkie uwagi dotyczące odcinania kuponów zeszły gdzieś na dalszy plan. CoD: IW jest zrealizowany z rozmachem, idealnie dozuje emocje, jest urozmaicony, a banalna i nieco dziurawa fabuła na szczęście nie jest w stanie popsuć zabawy.

W zasadzie poza tym jednym elementem mógłbym doczepić się jeszcze tylko jednej rzeczy. Odnoszę wrażenie, że kolejnym etapem rozwoju serii będzie porządne odświeżenie engine’u gry, ponieważ moim zdaniem zaczyna już być widać szwy, którym jest powiązany. Wykonanie techniczne CoD stoi na bardzo wysokim poziomie. Lokacje zapierają dech w piersiach, szczególnie gdy operujemy w otwartej przestrzeni kosmicznej. Refleksy świetlne, design poziomów i modeli również robią wrażenie, ale gdy zejdziemy do poziomu detali zaczyna być widać kwadratowe przyciski na pulpitach, spęczniałe przedmioty na stołach czy puste pasy startowe za iluminatorami. Nie jest to rzecz, która wykłuwa oczy i powoduje niestrawność i absolutnie nie przeszkadza w rozgrywce, ale patrząc na nowe produkcje, to nie sposób nie pomyśleć, jakby to wyglądało np. na silniku Unreal 4.

Jeszcze na chwilę zatrzymam się przy warstwie dźwiękowej, ponieważ mamy tutaj kolejną nowość, którą pominąłem wcześnie, ponieważ występuje jedynie w skali lokalnej. Call of Duty: Infinite Warfare jest pierwszą odsłoną serii, która została wydana w pełni po polsku. Dubbing uznaję za udany, Marcin Dorociński, Łukasz Simlat Jarosław Boberek i Olga Bołądź wykonali porządną robotę. Ciekawostką jest to, że w grze można usłyszeć również Mirosława Hermaszewskiego – pierwszego i jedynego Polaka, który odbył podróż w kosmos. Najbardziej jednak cieszy fakt, że dystrybutor pozostawił możliwość grania z oryginalną ścieżką dźwiękową. Zmiana jest prosta i nie wymaga grzebania w ustawieniach konsoli. To bardzo cieszy, gdyż wciąż pozostaje spora grupa graczy, która uznaje, że oryginalny dubbing jest bardziej immersyjny. W dołączonych do artykułu filmach prezentuję obie wersje – sami oceńcie, która bardziej Wam odpowiada.

Call of Duty Inifinte Warfare

Nie masz z kim grać? Poszukaj partnerów w naszych eventach.

Pozostaje na koniec wspomnieć o trybie multiplayer, który doczekał się najmniejszych zmian. Wciąż mamy do wyboru znane warianty. W pakiecie ponownie pojawia się święcący tryumfy tryb zombie, w którym tym razem na scenie pojawiają się klauni, a sceneria zmienia się w wesołe miasteczko. Różnice w rozgrywce są mało zauważalne, może delikatne rysują się w obrębie balansu rozgrywki i rozłożeniu poziomu trudności kolejnych fal. Tryby wieloosobowe są nadal dynamiczne i szybkie, a warianty ze zbieraniem nieśmiertelników z ustrzelonych wrogów wprowadzają ciekawe urozmaicenie. Multiplayer to po prostu kolejny etap tego, co jest znane i lubiane.

Call of Duty: Infinite Warfare jest ciekawą częścią sagi, głównie ze względu na to, że wreszcie zaryzykowano wprowadzić jakieś zmiany w kampanii, skutkujące odświeżającą bryzą, która wdarła się do już naprawdę wyeksploatowanej marki. Ta niewielka różnica spowodowała, że Call of Duty nadal jawi się jako pełen szalonej zabawy tytuł, a Infinite Warfare pokazuje, że można na jej bazie zrobić kolejną porządną produkcję. Dodatkowe misje przedłużają o kilka godzin zabawę dla samotników, co powinno spotkać się z uznaniem tych osób, które za multiplayerem nie przepadają. Nie należy też zapominać, że Activision oferuje nowego CoD w wersji Legacy, w której dołożyło świetnie zremasterowane CoD 4: Modern Warfare. Ale to już jest tytuł na osobny artykuł.

Gra otrzymuje REKOMENDACJĘ!

 

Graliśmy na PS4
Grę do recenzji udostępnił producent
Fot: Materiały prasowe


Werdykt
wciągająca kampania - dziurawy jak sito scenariusz     
nowe zabawki  
+ możliwość zarządzania wersją językową  
+ różnorodne misje  
+ widoczki  

Podobne artykuły

Gears of War 4 - Recenzja

Gears of War 4 - Recenzja

Seria Gears of War ma dla mnie znaczenie dość szczególne. Pierwsza odsłona sagi z Marcusem...

czytaj więcej
Warhammer: The Endtimes - Vermintide

Warhammer: The Endtimes - Vermintide

Ubersreik było pięknym miastem. Czasy luksusów i bogactwa należą już jednak do przeszłości...

czytaj więcej
RIVE - recenzja [PS4]

RIVE - recenzja [PS4]

Wyprodukowany przez studio Two Tribes RIVE jest typowym przedstawicielem podgatunku gier zwa...

czytaj więcej
The Final Station - Recenzja

The Final Station - Recenzja

Jeżeli już znudziliście się pixel artem, indykami i produkcjami o dość prostej mechanice rozgrywk...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany