Artykuły

Redakcyjniak 2# - Gra, do której wracam

Chyba każdy ma swój ukochany tytuł, do którego od czasu do czasu powraca. Zobaczcie, co od czasu do czasu wraca do naszych konsol i komputerów. Zapraszamy na drugiego redakcyjniaka. Zostawcie w komentarzu informacje o Waszych ukochanych grach.

Adrian

Cóż, to były czasy… komputer z procesorem Intel 500 Mhz, dysk twardy 10 GB, 256 MB na karcie Geforce. Wtedy wydawało mi się, że mogę za pomocą tej maszyny odpalać rakiety w NASA. Do znajomych chodziło się z dyskiem w kieszeni, wymienialiśmy się filmikami, obrazkami i w zasadzie to wszystkim czym było można.

 


Pamiętam dzień, w którym musiałem wyczyścić połowę mojego dysku, aby móc zainstalować Baldur’s Gate. Mój pierwszy komputerowy RPG, tak głęboki, z przepiękna grafiką i rozbudowaną linią fabularną. To było niewiarygodne. Spędzałem całe dnie na graniu i zgłębianiu tego cudownego świata. Niejednokrotnie przy wyłączonym dźwięku grałem do bladego świtu po cichu w tajemnicy przed rodzicami. Teraz tak sobie myślę, że dobrze, że miałem wtedy psa, bo z powodu przygody na Wybrzeżu Mieczy mógłbym nie wychodzić z domu. Zresztą wszyscy wtedy w to graliśmy i jak już spotykałem się z innymi ludźmi, to i tak rozmawialiśmy tylko o Wrotach Baldura. 
Jako że jestem sentymentalny, nie mogę sobie od czasu do czasu odmówić powrotu do Baldur’s Gate, tym bardziej, że przecież niedawno ukazała się bardzo fajnie odświeżona wersja. Pomimo tego, że graficznie gra już nie zachwyca, a fabułę znam na pamięć, to gra cały czas sprawia mi wielką przyjemność. Dodatkowymi urozmaiceniami okazały się mody, które często przeglądam i wyszukuję nowych. 
Dziś już nie mam czasu zarywać nocek z powodu grania, a i ukrywać się przed nikim nie musze...no może trochę przed zona , ale myślę, że jeszcze kiedyś stworzę moją postać na nowo i zagłębię się w przygodę z magią w powietrzu i mieczem na ramieniu. 

Bartek


W odpowiedzi na pytanie o grę do której wracam, mógłbym wymienić co najmniej kilka tytułów, ale uczciwa odpowiedź może być tylko jedna. Bo jak mógłbym wskazać jakąś inną grę, skoro tę wydano w 1994 roku, a ja cały czas mam ją na dysku? Transport Tycoon. Gra przeszła sporą drogę od wersji podstawowej przez Deluxe do ostatnich aktualizacji wersji Open Transport Tycoon Deluxe, ale to wciąż ta sama gra. Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz powalała na kolana poziomem złożoności, a jednocześnie dostarczała mnóstwo zabawy. Dziś być może są bardziej złożone tytuły, ale gubią gdzieś balans między skomplikowaniem, a frajdą. Chyba każdy chłopiec lubi bawić się kolejkami, a Transport Tycoon właśnie na to pozwala. Budowanie torów, stawianie stacji, przewożenie węgla, ludzi, drewna, wszystkiego co się da. Wreszcie przebudowa stacji, wyburzenie połowy miasta by postawić lotnisko, bo samoloty trzepią największą kasę, a poza tym "bo mogę". Kopanie sztucznych jezior gdy stan konta zaczynał zawstydzać arabskich szejków i zakopywanie naturalnych gdy jeszcze bardziej zawstydzał. Mógłbym napisać jeszcze parę zdań, ale mi się nie chce. Idę zagrać.


Jarek


Gra do której lubię wracać to tytuł, który wiele lat temu zobaczyłem u kolegi - Operation Flashpoint. Pokazywał mi ją wtedy już zapaleniec zachwycony możliwościami kreowania teatrów walk, kampaniami i sprzętem stworzonymi przez fanów, a ja łyknąłem bakcyla. Przeszedłem prawie wszystkie standardowe misje (niektóre z nich po paręnaście razy), a potem zająłem się tworzeniem własnych. Możliwość wyboru map, dowolnego rozmieszczania sprzętu, jednostek, pojazdów - to było pole do ogromnej kreatywności. Pamiętam jak po obejrzeniu "Wroga u Bram" stworzyłem odpowiednik Stalingradu, gdzie wśród masakrujących się wzajemnie wojsk poluje na siebie dwóch snajperów (ja kontra komputer). Nieograniczony świat gry dawał wspaniałe możliwości - na przykład rozegrania meczu piłki nożnej na bezludnej wyspie (każdy gracz pilotuje śmigłowiec bojowy, role piłki pełni beczka po ropie, która jest przesuwana po kilkukilometrowym boisku wybuchami rakiet). Do tej pory co jakiś czas wyjmuję pudełko z platynową edycją, instaluję i biegam z karabinem Dragunowa, siejąc śmierć w szeregach wroga.


Piotrek G.


Gier, do których wracam jest całkiem sporo, jednak wskażę na .. serię. Gears of War, której to wszystkie części dumnie prężą grzbiety na regale do czasu do czasu lądują w napędzie konsoli. Te soczyste egzekucje, ten przegięty momentami poziom trudności, Marcus Fenix i jego dzielna drużyna. Tak, Gears of War wciągnęło mnie na maksa. Każdą z części ograłem po kilka razy, znalazłem wszystko, co było do odnalezienia i zwiedzenia. Girsy to jednak dla mnie nie tylko radosne strzelanie do Szarańczy. Przede wszystkim Girsy to niesamowity, cudowny, arcymiodny co-op, z którym mam przewspaniałe wspomnienia. To trzecią część grindowałem ze łzami w oczach z przyjacielem do piątej nad ranem znacząco wpływając na komfort snu mojej żony. To przy Judgment z tym samym przyjacielem walczyliśmy z Kantusem dysponując wyłącznie jednym granatem na nas obu (i wygraliśmy!). Wreszcie w jedynce żona pomagała mi wbijać achievementy. Gears of War to historia pełna wspomnień i emocji. Dlatego z dziką rozkoszą odświeżyłem sobie pierwszą część przy okazji wydania Ultimate Edition na Xbox One. I wypatruję na horyzoncie części czwartej.

Piotrek R.


To może być tylko jeden tytuł - World of Warcraft - gra po którą sięgam regularnie od ponad 10 lat. Śmieszna historia, tej gry miałem nie kupować ze względu na cukierkową grafikę i braku klimatu. Jednak znajomym, którzy grali od wersji alpha udało się mnie przekonać i dałem szansę światowi Azeroth. Gra wciągnęła mnie bez reszty. Piękny świat, różnorodność klas, ras, skilli, rajdów, lochów i PVP zapewniło WoWowi frontową pozycję w szeregu moich ukochanych gier. Z nostalgią wspominam pierwszą wizytę w Ashenvale (lesie elfów) czy pierwszy odwiedzony przeze mnie loch - Wailing Caverns (wtedy się tam zgubiłem), battleground PVP - Arathi Basin, czy rajd w Molten Core
Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy, a raczej nudzi. Po paru latach gry dopadło to i World of Warcraft. Regularnie robię sobie przerwy od gry (niestety każda dłuższa) ze względu na to, że gra straciła powiew świeżości. 
Nie mniej jednak zawsze, powracam. Jest w tej grze coś magicznego, co nie pozwala o niej zapomnieć. Od czasu do czasu, gdzieś z tyłu głowy pojawia się cichy głosik, który przypomina, że w Azertoh jeszcze mam coś do zrobienia. Nie mogę też przejść obojętnie obok nowych dodatków, które czym prędzej kupuję (nawet, gdy obiecałem sobie, że więcej do gry nie wrócę, co nosi znamiona uzależnienia). Pomimo tego, że każdy następny dodatek oferuje mi to samo – farmienie i wbijanie kolejnych cyferek, to i tak nadal sprawia mi to wiele frajdy. 
PS. Legion już kupiony :)


Marcin


Chciałbym napisać, że nie dałem się ponieść fali wszechobecnego konsumpcjonizmu, jednak patrząc rano w lustro, coraz częściej dostrzegam elektroniczną amebę pochłaniającą cyfrowe dobra. Dobrych tytułów jest aż nadto, więc mając na uwadze to, że doba z gumy nie jest, ograniczam się do ogrywania na bieżąco aktualnej kupki gier, miast bawić się w archeologa ogrywając zapomniane tytuły sprzed dekady, na które najzwyczajniej w świecie szkoda mi tracić czasu. Ostatnim tytułem, do którego wracałem był Resident Evil 4 - 3 razy zaliczony na GameCubie oraz 2 na X360, za każdym razem bawiąc się przy tym niczym małe dziecko. Dużym sentymentem darzę również MGS3, którego pierwotnie ograłem na PS2. W czasy zimnej wojny powróciłem jeszcze kilka razy, ale już jak bierny widz (ponad 4h film na YT).

Podobne artykuły

Redakcyjniak #1 - Moja pierwsza gra

Redakcyjniak #1 - Moja pierwsza gra

Zapraszamy do naszego nowego cyklu artykułów, w któym nieregularnie będziemy omawia...

czytaj więcej
Gears of War 4 - co wiemy o czwartych Gyrosach?

Gears of War 4 - co wiemy o czwartych Gyrosach?

Beta Gears of War 4 za pasem, a premiera gry już w październiku. Czwarte Gyrosy zapowiadają się n...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany