Artykuły

Muzyczne dzieje Fallouta

Premiera Fallout 4 już za nami. Gra zbiera bardzo dobre recenzje, a twórcom przynosi rekordowe zyski. Fallout jako seria nie jest liczebna niczym niektóre znane marki, jednak w świadomości graczy zajmuje specjalne miejsce. Jednym z czynników warunkującym ten stan rzeczy niewątpliwie jest muzyka. Charakterystyczna, wyjątkowa, rozpływająca się po uszach.

Dacie wiarę, że za muzykę do wszystkich części serii Fallout odpowiedzialnych jest dwóch jegomości? Fallout, Fallout 2, Fallout Tactics, Fallout 3 i Fallout New Vegas oraz Fallout 4 zostały ubrane w muzykę przez panów Marka Morgana i Inona Zura

Fallout 

Na początku lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia Mark Morgan zajmował się głównie dźwiękami ilustrującymi programy telewizyjne. Chęć tworzenia bardziej immersyjnych soundtracków pchnęła go w obszary wówczas jeszcze niemal dziewicze, czyli na terytorium coraz wyżej podnoszącego głowę nowego mediummedium – gier wideo. Gdy poproszono go o zastąpienie kompozytora, który „wypadł z zespołu” tworzącego właśnie FalloutaMorgan miał już na swoim koncie ścieżki dźwiękowe do m.in. Zork Nemesis, Shattered Steel, czy Descent II, zatem nie był zupełnym świeżakiem.To właśnie wcześniejsza współpraca z Interplay (wydawcą Fallouta) spowodowała, że Mark znalazł się w zespole tworzącego grę Briana Fargo.

Producenci nie narzucali Markowi konkretnych rozwiązań i dali pole do eksperymentowania. Jedynymi granicami, jakie nałożyli było to, by muzyka pasowała do post-nuklearnego świata. Mark, w tym czasie bawiący się ambientem postanowił pójść w tym kierunku, dodając od siebie elementy etniczne i industrialne. Jak sam przyznaje, było to nie lada wyzwanie, ponieważ założenia to jedno, a wykonanie drugie. Najważniejszym celem, jaki sobie postawił było to, żeby muzyka grała również na emocjach. Muzyczny koktajl zmącony przez Morgana okazał się piorunujący. Nie tylko przez niesamowity klimat osiągnięty przez zabiegi kompozytora. Pojawił się tu również element, który miał stać się znakiem rozpoznawczym serii Fallout i dowodem na unikatowość serii. Podczas introdukcji do gry użyto utworu „Maybe” kapeli The Ink Spots. Zespół stworzony w 1930 roku przez czarnoskórych muzyków wykorzystany w post-nuklearnej obwolucie powodował niesamowite wrażenie zatrzymanego wiele lat temu czasu i bezpowrotnie straconych ludzkich osiągnięć. Uczucie to potęgowały obrazki reklamujące nowe auta, roboty do wyprowadzania psów oraz sielsko przedstawiane egzekucje – wszystko na zdezelowanym telewizorze stojącym pośród ruin zniszczonej metropolii. Ten muzyczny zabieg miał powracać w niemal wszystkich późniejszych odsłonach serii.

Fallout 2

W 1997 gra wraz z piorunującą ścieżką dźwiękową były gotowe i sukces stał się faktem. Decyzja o stworzeniu sequela była bardzo szybka i Fallout 2 już rok później stał na sklepowych półkach. Szybkość wykonania tej produkcji może dziwić, ale Fallout 2 opierał się na tym samym engine co jego poprzednik, wyglądał zatem tak samo, działał na tych samych zasadach, co zaoszczędziło czasu podczas prac. Jedyną rzeczą, która odróżniała go od poprzednika, były rozmiary. Fallout 2 był znacząco większy, koniecznym stało się zatem dodanie również do gry środka transportu, bo podróż na piechotę zajmowała zbyt dużo czasu. Zwiększona liczba lokacji na mapie nie spowodowała zwiększenia ilości utworów na ścieżce dźwiękowej. Pośpiech przy tworzeniu drugiego Fallout uwidacznia się jeśli przyjrzymy się utworom - z 16 wykorzystanych aż połowa pojawiła się już w pierwszym Fallout. Druga połowa zaś nie mogła zbytnio odbiegać klimatem od pozostałych, tym bardziej, że podobieństwo do jedynki samej gry było uderzające. Morgan rozwiniął zatem koncept, który nadał kształt muzyce w poprzedniku. Etnicznie, industrialnie i emocjonalnie. Intro dwójki zostało zaopatrzone w podobne obrazki co swój prekursor, a muzyczne tło tym razem stanowił sam mistrz Louis Armstrong ze swoim utworem „A kiss to build a dream on”.

Fallout 2 stał się wielkim hitem i momentalnie zyskał status produkcji kultowej. Nawet naturalne w takich przypadkach pojawiające się głosy narzekające na brak zmian i „odcinanie kuponów” tonęły w kaskadzie westchnień zachwytu. Studio Black Isle stworzyło klasyczną grę, a Mark Morgan stworzył klasyczną, wręcz kanoniczną wśród RPGów ścieżkę dźwiękową. Druga część Fallouta była jednak (jak na razie) jego ostatnią muzyczną przygodą w post-nuklearnym świecie. 

Fallout Tactics

Kolejną częścią sagi był wydany w 2001 roku Fallout Tactics. Tytuł to znamienny z wielu powodów. Był to bowiem Fallout inny niż porzedniczki - jak na razie jedyny z serii nie będący rasowym RPG-iem. Jak sam tytuł wskazuje, Fallout Tactics oferował zabawę z gruntu taktyczną. Podczas turowej zabawy przeprowadzaliśmy oddział żołnierzy przez mapy upstrzone przeciwnikami. Gra może nie zdobyła takiej popularności jak poprzedniczki, niemniej jednak była (i nadal jest) porządną i sprawiająca wiele radości produkcją. Był to również ostatni Fallout wydany przez Interplay, który od początku tego stulecia zmaga się z problemami finansowymi. Była to również pierwsza część z serii, do której muzykę napisał Inon Zur.

Izraelski kompozytor (poza kompozycjami do seriali telewizyjnych) również nie był kompletnym świeżęciem i miał wtedy na koncie autorstwo muzyki do m.in. Baldurs Gate II: Tron Bhaala oraz Icewind Dale II. Efekty jego prac przy tej części brzmią m.in. tak:

Jak dobrze słychać muzyka jest wierna klimatowi wypracowanemu przez Marka Morgana – klimatycznie i instrumentalnie. Można też jednak wyczuć, że kompozycje brzmią jednak nieco inaczej. Poza kompozytorem i gatunkiem gry Fallout Tactics przyniósł ze sobą jeszcze jedną zmianę. Jest to pierwszy i na razie jedyny Fallout, który nie dysponował w swoim arsenale dźwiękowym utworu muzyków tworzących w latach 30-tych poprzedniego stulecia. Nie było ani Luisa Armstronga, ani The Ink Spots.

Fallout 3

Problemy Interplay spowodowały sprzedaż praw do marki Fallout firmie Bethesda Softworks, do tej pory słusznie kojarzonej z serią The Elder Scrolls. Razem z czasami zmieniła się również technologia, która coraz powszechniej wprowadzała do gier trzeci wymiar tłamsząc klimatyczne, jednak płaskie, dwuwymiarowe produkcje. Zmiana właścicieli oraz technologii spowodowały, że proces produkcyjny kolejnego Fallouta przedłużył się  do 2008 roku.
Choć przeprowadzka w trzeci wymiar na początku powodowała nieufność pośród wielu dotychczasowych fanów, to z czasem jednak gra kupiła sobie wszystkich. Monumentalność i rozmiar produkcji robią wrażenie do tej pory. Muzyka również musiała być nieco inna. Utwory ilustrujące  Fallouta 3 były symfoniczne, oparte na większej ilości „żywych” instrumentów aniżeli na elektronicznych syntezatorach. Efektem były tak kanoniczne utwory jak ten:

W intrze powrócił również klasyczny utwór The Ink Spots:


Zaufanie Inonowi Zurowi zaowocowało stworzeniem jedenj z najbardziej rozpoznawalnych ścieżek dźwiękowych w grach. Wprowadzenie do trzeciego Fallouta szybko nabrało klasycznych barw, a przedstawienie muzyczne Video Games Live dość często sięga po motyw z Fallout 3. Trzecia część gry wprowadziła również jedną, bardzo znaczącą zmianę w warstwie dźwiękowej. Gra oferowała bowiem możliwość nastrojenia podręcznego urządzenia Pip-Boy do różnych stacji radiowych, których zasięg łapaliśmy podczas szwendania się po pustkowiach. Część z rozgłośni pozwalała posłuchać szumów, dziwnych komunikatów czy odezw przywódców różnych grup zamieszkujących pustkowie. Można też było posłuchać muzyki klasycznej (J.S.Bach) lub całego zestawu utworów gigantów jazzu, bluesa i innych wpadających w znany klimat gatunków. To był strzał w dziesiątkę, który przyjął się na tyle dobrze, że kontynuowany został w kolejnej grze z serii - Fallout New Vegas. 

Fallout New Vegas

Przy New Vegas ponownie muzyką zajął się Inon Zur, choć, jak sam przyznaje skomponował jedynie ok 80% utworów dla tej odsłony serii. Część muzyki użytej w New Vegas pochodzi z pierwszych dwóch Falloutów. Wykorzystanie tych utworów miało na pewno zagrać na emocjach starszej gwardii fanów, udowodniło jednak również, że muzyka Marka Morgana się nie zestarzała i nadal świetnie pasuje do post-nuklearnego świata. Trzeba również pamiętać, że powstawanie New Vegas bardzo przypomina historię Fallout 2. Tu również wykorzystano dostępny engine, zmieniono mapę i lokalizacje oraz napisano nowy scenariusz.

Fallout 4

Od 6 listopada gracze mogą cieszyć się czwartą odsłoną postnuklearnej serii. W zaledwie tydzień od premiery będzie ciężko poznać wszystkie sekrety tak samo jak wsłuchać się we wszystkie dźwięki wydawane przez grę. Już teraz jednak można stwierdzić, że Fallout 4 jest bogatszy i bardziej obfity. Powracają stacje radiowe znane z poprzednich dwóch odsłon sagi, a ścieżka dźwiękowa sprzedawana na portalu iTunes zawiera aż 65 utworów. Na szczęście pewien motyw przewodni… nigdy się nie zmienia.

Podobne artykuły

30 lat minęło - urodziny gier

30 lat minęło - urodziny gier

Koniec roku skłania do refleksji i wspominek, które mogą zawlec niewyspany umysł w dość dz...

czytaj więcej
Gears of War 4 - gramy - codzienna porcja absurdu

Gears of War 4 - gramy - codzienna porcja absurdu

Ogrywamy Gears of War 4 i serwujemy olbrzymią dawkę absurdu w komentarzach na YT - tym razem zabr...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany