Artykuły

Beta Gears of War 4 - wrażenia

Beata Gears of War 4 dostępna jest od 18 kwietnia i pomimo początkowego potknięcia z wysyłką kodów przyciąga dużą liczbę graczy chętnych sprawdzić jak sprawują się Girsy stworzone przez studio The Coalition. Wiedziony tą samą ciekawością postanowiłem również zerknąć na to co ciekawego wyprawia się aktualnie na Serze.

Beta oferuje sprawdzenie się wyłącznie w rozgrywkach online i to w trzech trybach. Poza tradycyjnym Team Deathmatch mamy możliwość zabawy w Dodgeball i Coopowy pojedynek z botami.

Dodgeball to wariacja na temat rzeczonego „zbijaka”. Jest to forma Deathmatchu, w którym automatyczne respawny są zablokowane, a powrót do gry jest możliwy dopiero po tym, gdy moja drużyna zaliczy fraga. Moduł Co-Op i Team Deathmatch rządzą się natomiast tymi samymi zasadami -  drużyny dysponują określoną liczbą respawnów i wygrywa ta, która szybciej wyzeruje licznik odrodzeni przeciwnikowi.

W przypadku walki z botami, to trochę nie chce mi się wierzyć, że byli to przeciwnicy reprezentujący poziom trudności hardcore. Łatwość, z jaką współpracująca ze sobą drużyna ludzi rozprawiała się z wrogiem sugeruje zmianę nazwy tego trybu na pluton egzekucyjny. Boty może i dysponują niezłą celnością, ale potrafią zatrzymać się, przestać prowadzić ogień, co dopiero mówić o jakiejś współpracy ze sobą.

Map, na których toczą się zmagania w becie są również trzy. W zasadzie nie odstają od standardów konstrukcyjnych znanych z poprzednich części. Trzeba przyznać, że wykonano je z odpowiednią starannością jeśli chodzi o detale. Plansze są ładne i bogato zdobione w smaczki – np. fale rozbijają się na drobne krople podczas zabawy w przystani.

Same postaci są równie dobrze wykonane, co poziomy. Choć szczerze mówiąc na pierwszy rzut oka Swarm niewiele różni się od Szarańczy, to chyba raczej można się było tego spodziewać. Animacja i ruchy bohaterów to najwyższy poziom. Gra działa w 60 FPSach i nie zauważyłem żadnych zgrzytów podczas zabawy.

Sama rozgrywka sprawia wrażenie szybszej, bardziej dynamicznej i płynnej w stosunku do tego, co prezentowały poprzedniczki. Nie wiem, czy to kwestia podniesionych FPSów, czy czegoś innego, ale prawda jest taka, że pierwsze rozgrywki wiązały się z ponownym łapaniem tempa. Wydaje się, że The Coalition kombinowało coś z pukawkami – może się mylę, ale Gnasher i Lancer jakby zadawały nieco większy damage.

Z nowych zabawek wpadł mi w ręce Dropshot – alternatywa dla granatnika z poprzednich części. Pukawka jest duża i robi równie duże, przyjemne bum. Nowością są również karty, które wybieramy przed meczem, determinując dodatkowe nagrody, które otrzymamy po spełnieniu warunków związanych z daną kartą. Jest to przyjemny i wygodny sposób na podbicie licznika punktów doświadczenia.

Pamiętając, że na betę nie powinno się patrzeć jak na demo, a jak na betę właśnie mam na uwadze, że wszystko, co się dzieje podczas testów wersji beta może mieć wpływ na ostateczny obraz i zapewne finalny kształt Gears of War 4 będzie się różnić od tego, czego dane było nam spróbować. Przekonamy się już w październiku.


Zajrzyj i zasubuj nasz kanał na YT!

Podobne artykuły

Gears of War 4 - co wiemy o czwartych Gyrosach?

Gears of War 4 - co wiemy o czwartych Gyrosach?

Beta Gears of War 4 za pasem, a premiera gry już w październiku. Czwarte Gyrosy zapowiadają się n...

czytaj więcej

komentarzy (0)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany